Nr ISSN 2082-7431
Polskie Siły Zbrojne na Zachodzie.
308 Dywizjon Myśliwski Krakowski.





Formowanie i szkolenie
(wrzesień 1940 - czerwiec 1941).


Formowanie 308. Dywizjonu Myśliwskiego rozpoczęło się od rozkazu Ośrodka Zapasowego Lotnictwa (RAF Polish Depot) w Blackpool z dnia 9 września 1940 roku, a więc w samym środku Bitwy o Anglię.
Na miejsce formowania jednostki wybrano bazę RAF Speke na obrzeżach Liverpoolu. Dowódcą Dywizjonu został F/Lt Stefan Łaszkiewicz (który otrzymał stopień funkcyjny Acting S/Ldr), zaś personel miał wywodził się głównie z przedwojennego III/2 Dywizjonu Myśliwskiego.

Dywizjon ten podlegał Garnizonowi "Kraków", stąd dla kontynuowania tradycji jednostka przyjęła nazwę "Krakowski", zaś jej godło stanowiło godło 121 Eskadry Myśliwskiej III/2 Dywizjonu - uskrzydlony grot strzały. W odróżnieniu od oryginału, godło 308. malowane było na tle obróconego czarnego kwadratu - znak żałoby po zniewolonej ojczyźnie.
Planowano, że kiedy Dywizjon powróci do wyzwolonej ojczyzny i żałoba się skończy, czarne tło zastąpi błękit (charakterystyczny dla jednostek lotniczych przedwojennego krakowskiego 2 Pułku Lotnictwa). Jako literowe oznaczenie kodowe malowane na samolotach dywizjon "Krakowski" otrzymał litery ZF, stąd też często nazywano ich "Zefirami".

Do Speke pierwsi piloci przybyli 12 września. Byli to A/S/Ldr Łaszkiewicz, F/Lt Wiórkiewicz, P/O Bożek, P/O Chciuk, P/O Koczor, P/O Szyszka, P/O Wielgus, Sgt. Hegenbarth, Sgt. Kowala, Sgt. Kremski, Sgt. Majchrzyk, Sgt. Parafiński i Sgt. Watolski.
W początkowym okresie formowania, funkcje dowódcze w polskich dywizjonach pełnili oficerowie RAF, którzy byli dublowani przez polskich odpowiedników. I tak z ramienia RAF formowaniem dywizjonu początkowo zajął się F/Lt Younghusband, którego już 18 września na stanowisku dowódcy zastąpił S/Ldr John A. Davis. Brytyjskimi dowódcami eskadr zostali F/Lt Younghusband i F/Lt Young. Początkowo szkolenie personelu odbywało się na samolotach Miles Master.

A/S/Ldr Łaszkiewicz chciał do swojej jednostki ściągnąć jak najwięcej pilotów i mechaników, którzy w okresie kampanii francuskiej latali tak jak on w tzw. Eskadrze Montpellier, a więc mieli już doświadczenie bojowe.
Dowództwo Polskich Sił Powietrznych wychodziło jednak z założenia, że pilotów z doświadczeniem bojowym należy rozdzielić pomiędzy wszystkie jednostki, aby dzielili się swoim doświadczeniem ze świeżymi pilotami. To samo tyczyło się personelu naziemnego (oficerem technicznym został F/O Franciszek Gomuliński). Ponieważ w tym samym czasie co Dywizjon "Krakowski", tworzony był również 306. Dywizjon Myśliwski "Toruński", pod dowództwem S/Ldr Tadeusza Rolskiego to musiało dochodzić do zgrzytów.
O tej rywalizacji tak pisze A/S/Ldr Łaszkiewicz: "[...] obaj oficerowie techniczni stali się śmiertelnymi wrogami, a w końcu i Rolski i ja patrzyliśmy na siebie zezem". Ostatecznie w 308. zostało oprócz A/S/Ldr Łaszkiewicza tylko 3 pilotów z Eskadry Montpellier.


Na zdjęciu: A/S/Ldr Stefan Łaszkiewicz, pierwszy, polski dowódca dywizjonu. Domena publiczna.

Na dzień 18 września 1940 roku skład personelu latającego przedstawiał się następująco:

Dowódcy dywizjonu: A/S/Ldr Stefan Łaszkiewicz / S/Ldr John Davis;
Dowódcy eskadr: F/Lt Mieczysław Wiórkiewicz / F/Lt Younghusband oraz F/O Stefan Janus / F/Lt Young;
Piloci: F/O Zbigniew Moszyński, P/O Władysław Bożek, P/O Władysław Chciuk, P/O Tadeusz Hoyden, P/O Erwin Kawnik, P/O Ryszard Koczor, P/O Bronisław Skibiński, P/O Feliks Szyszka, P/O Stanisław Wandzilak, P/O Stanisław Wielgus, P/O Jerzy Wolski, Sgt Tadeusz Hegenbarth, Sgt Paweł Kowala, Sgt Jan Kremski, Sgt Tadeusz Krieger, Sgt Władysław Majchrzyk, Sgt Bohdan Mutha, Sgt Mieczysław Parafiński, Sgt Stanisław Piątkowski, Sgt Ernest Watolski, Sgt Stanisław Widlarz i P/O Piotr Zaniewski.

Współpraca z Brytyjczykami nie układała się dobrze. Wyjątkiem był F/Lt Younghusband, który do Polaków odnosił się z szacunkiem, co Polacy odwzajemniali. Niestety zgoła inne podejście mieli S/Ldr Davis i F/Lt Young.
Jak we wspomnieniach pisał A/S/Ldr Łaszkiewicz:

"S/Ldr Davies to typowy produkt polityki kolonialnej (...). Uosabiał on autorytet Wielkiej Brytanii i miał już we krwi pewność, że jego rozkazy, czy też zlecenia nie będą kwestionowane. Odpowiedź inna niż 'yes, sir' mogła pochodzić tylko od równorzędnego Anglika.
Tubylec, który się na nią zdobył, popełniał bluźnierstwo. My w oczach Daviesa byliśmy takimi właśnie tubylcami w koloniach."


W praktyce oznaczało to, że S/Ldr Davies w zasadzie nie rozmawiał z polskim dowódcą. Rozkazy przekazywał przez brytyjskich dowódców eskadr. Jednocześnie chciał być informowany o każdym ruchu swoich polskich podkomendnych i wymagał ścisłego przestrzegania regulaminu. Do kuriozalnej sytuacji doszło kiedy któregoś wieczoru zebrała się grupka pilotów z A/S/Ldr Łaszkiewiczem, żeby omówić kwestię odznaki dywizjonu (jak już wspomniano zdecydowano się wtedy na uskrzydlony grot strzały).
Podczas dyskusji do pokoju wszedł F/Lt Young, po czym szybko się wycofał. Chwilę później do pokoju wszedł tłumacz jednostki F/O Kleczyński i przekazał A/S/Ldr Łaszkiewiczowi, że dowódca go wzywa. S/Ldr Davis zapytał o cel spotkania i dlaczego nie został o nim poinformowany, po czym dodał, że od tej chwili ma dostawać informacje o każdym zebraniu w jednostce.

W nocy z 14 na 15 września lotnisko Speke zostało zbombardowane, na szczęście bez ofiar w ludziach. Wobec częstych nalotów na Liverpool 25 września dywizjon został przebazowany do bazy RAF Coventry. 28 września podczas lotu treningowego, chwilę po starcie w samolocie pilotowanym przez A/S/Ldr Łaszkiewicza doszło do awarii silnika. Jeszcze przed lotem pilot zgłaszał problemy z napędem i dostał zgodę instruktora (F/Lt Younghusband'a) na zmianę maszyny.
Niestety w tym momencie wtrącił się S/Ldr Davis, który po sprawdzeniu że silnik na pełnych obrotach (na ziemi) pracuje równo wydał rozkaz lotu na tej właśnie maszynie. Krótko po starcie silnik stracił moc i pilot lądował awaryjnie rozbijając maszynę. Lotnikowi udało się o własnych siłach opuścić wrak, ale odniósł on obrażenia i został przetransportowany do szpitala.
Po wypadku, polskiego dowódcę w szpitalu odwiedził S/Ldr Davies, który... obarczył go całą winą za rozbicie maszyny przez złe ustawienie skoku śmigła (rzekome ustawienie dużego skoku).

Swoje własne dochodzenie w sprawie tego wypadku przeprowadził oficer techniczny F/O Gomuliński jeszcze na miejscu kraksy. Według jego ustaleń choć położenie dźwigni w rozbitej kabinie faktycznie wskazywało na ustawienie przez pilota niewłaściwego (dużego) skoku śmigła, to było to spowodowane przerwaniem w momencie wypadku cięgien dźwigni i jej samoczynnemu przesunięciu się pod wpływem własnego ciężaru.
F/O Gomuliński wraz ze swoim zastępcą F/O Zbyszyńskim wykonali uproszczone pomiary położenia łopat śmigła (skoku), na rozbitej maszynie i na sprawnej znajdującej się na stanie dywizjonu. Wyniki wskazywały, że w momencie wypadku skok śmigła w samolocie pilotowanym przez A/S/Ldr Łaszkiewicza ustawiony był na mały, a więc prawidłowo. F/O Gomuliński sporządził raport w którym zawarł swoje wnioski i podzielił się nimi z polskim dowódcą, ale zasugerował aby nie przekazywać go S/Ldr Davisowi, bo wtedy raport trafi do szuflady.

Oficer techniczny wierzył też, że skoro silnik z rozbitej maszyny trafił do producenta, to wkrótce raport techniczny właśnie od producenta oczyści polskiego pilota z zarzutów. Po powrocie ze szpitala F/Lt Younghusband przekazał A/S/Ldr Łaszkiewiczowi, że S/Ldr Davis sugeruje polskiemu dowódcy, aby ten wziął winę na siebie w zamian za dobrą ocenę. Chciał tym samym uniknąć dochodzenia, które mogłoby rzutować także na jego karierę.
A/S/Ldr Łaszkiewicz nie zgodził się na to i chciał poczekać na raport producenta silników, do którego trafił napęd feralnej maszyny. S/Ldr Davies dotknięty sprzeciwem swojego polskiego odpowiednika udał się od razu do Londynu z żądaniem odwołania A/S/Ldr Łaszkiewicza, który w tym czasie wyjechał na rekonwalescencję. Obowiązki polskiego dowódcy objął F/Lt Wiórkiewicz.

14 października Dywizjon otrzymuje swoje pierwsze Hurricane'y Mk. I.


Na zdjęciu: Hawker Hurricane - tu w malowaniu Dywizjonu 302. Autor: Mateusz Maroński.

16 października podczas szkolnego lotu w formacji przelatując przez chmury jako prowadzący trójkę na linkę balonu zaporowego wpada S/Ldr Davis i jego Hurricane spada na ziemię grzebiąc pilota. Jego skrzydłowym udaje się bezpiecznie wylądować. Istnieją sprzeczne relacje na temat składu trójki i pogody w dniu wypadku. Ponieważ autorowi nie udało się ustalić faktycznej to zdecydował się na przytoczenie ich obu.
W swoich wspomnieniach (wydanych w 1982 roku) Stefan Łaszkiewicz przytacza swoją rozmowę z Sgt. Parafińskim według którego skrzydłowymi S/Ldr Davisa był on i P/O Kawnik, zaś pokrycie chmur określił jako "wata" i nie nadające do lotów samodzielnych a tym bardziej w formacji.
Ponadto w przytoczonej rozmowie znajduje się informacja, że ocaleli piloci minęli kilka stalowych linek, co sugerowałoby, że dowódca wprowadził ich w pole balonów zaporowych. Jacek Kutzner zaś w swojej książce (patrz bibliografia) cytuje list Sgt. Majchrzyka do por. Szlenkiera (z roku 1990) według którego skrzydłowymi dowódcy byli P/O Kawnik i właśnie Sgt. Majchrzyk, zaś zachmurzenie nieba ocenia na 50%.
Ponadto list zawiera informacje jakoby na trasie lotu pilotów pozostał tylko jeden nie ściągnięty do ziemi balon zaporowy, na który nieszczęśliwie wpadł S/Ldr Davis.

17 października dowództwo dywizjonu po poległym S/Ldr Davis'ie objął S/Ldr Brenus Morris. Był on przeciwieństwem poległego kolegi. Odnosił się z szacunkiem do polskich podkomendnych i w przeciwieństwie do Davis'a nie zamykał się w swoim biurze. Tego samego dnia do dywizjonu na stanowisko dowódcy eskadry "B" przybył F/Lt Walerian Jasionowski. W międzyczasie z rekonwalescencji powrócił A/S/Ldr Łaszkiewicz i choć ze S/Ldr Brenusem przypadli sobie do gustu, to polskiego dowódcę zza grobu dosięgła zemsta S/Ldr Davisa.
Na skutek złożonej przez Anglika (jeszcze przed śmiertelnym wypadkiem) skargi, polski dowódca został zdjęty ze stanowiska dowódcy dywizjonu. Nie pomogły interwencje polskich władz ani nawet S/Ldr Brenusa. I choć producent feralnego silnika przysłał raport w którym zdjął z Polaka winę za wypadek, to dla A/S/Ldr Łaszkiewicza było już za późno. Dowództwo niechętnie przyznaje się do błędu.
10 listopada nowym dowódcą "Zefirów" zostaje F/Lt Jasionowski. Dowódcą eskadry "B" zostaje F/O Stefan Janus.

W nocy z 14 na 15 listopada doszło do słynnego niszczycielskiego nalotu na pobliskie Coventry. Polscy lotnicy ruszyli na pomoc mieszkańcom, co część z nich przypłaciło ranami, zaś trzech mechaników życiem. Byli to Edward Cebula, Józef Jurkowski i Franciszek Krzemiński. Jako dygresję warto wspomnieć, że brytyjska komórka wywiadu "Ultra", która (w głównej mierze dzięki przedwojennej pracy polskich kryptologów z Biura Szyfrów Sztabu Generalnego) odczytywała niemieckie depesze zaszyfrowane przy użyciu "Enigmy", wiedziała o planowanym nalocie.
Na wyraźny rozkaz premiera Winstona Churchilla nie podjęto żadnych działań w celu ochrony miasta, aby wróg nie nabrał podejrzeń, że jego bezcenny szyfr został złamany.
W listopadzie dywizjon zakończył przeszkolenie na Hurricane'ach. 24 listopada 9 maszyn prowadzonych przez W/Cdr J.O.W. Olivera wystartowało na ćwiczenie lotu w szyku. Nad Coventry Sgt. Parafiński zameldował dowódcy, o dostrzeżonych smugach kondensacyjnych wysoko nad nimi.
W/Cdr Oliver prowadząc Klucz Niebieski (ze skrzydłowymi P/O Grudzińskim i Sgt. Parafińskim) postanowił to sprawdzić nakazując pozostałym kluczom lądowanie. Na skutek awarii instalacji tlenowej P/O Grudziński również musiał zawrócić. Para W/Cdr Oliver i Sgt. Parafiński rozpoznała napotkaną maszynę jako niemiecki Junkers Ju-88. Do ataku przystąpił Sgt. Parafiński, który dysponując nowszym i szybszym Hurricanem pierwszy doszedł wroga.
Trzy razy podchodząc do ataku (jednocześnie samemu będąc trafionym) w końcu doprowadził wrogą maszynę do samej ziemi, która rozbiła się w okolicach Coates. Tym samym Sgt. Mieczysław Parafiński uzyskał pierwsze zestrzelenie dla 308. Dywizjonu Myśliwskiego "Krakowskiego".

1 grudnia 1940 roku, tydzień po uzyskaniu pierwszego zestrzelenia, Dywizjon uznano za operacyjny wydając Rozkaz Operacyjny Nr 1 nakazujący utrzymywanie jednego klucza w stanie pogotowia. 4 grudnia w locie treningowym ginie pierwszy Polak w Dywizjonie 308. - P/O Ryszard Koczor.
8 grudnia nastąpiła kolejna zmiana na stanowisku polskiego dowódcy dywizjonu "Krakowskiego". F/Lt Jasionowskiego zastąpił S/Ldr Jerzy Orzechowski. Nie wiadomo co spowodowało zmianę na stanowisku dowódcy po niespełna miesiącu. Prawdopodobną przyczyną mogło być rozbicie Hurricane'a przez F/Lt Jasionowskiego dnia 30 października. Według J.B. Cynka "wypadek ten był przedmiotem bardzo krytycznego raportu S/Ldr Morrisa." Ponadto J. Kutzner cytując Kronikę Dywizjonu 308. podaje: "[...] kpt. Jasionowski, w krótkim czasie, zostaje zawieszony w lotach z perspektywą odejścia z dywizjonu".


Na zdjęciu: S/Ldr Jerzy Orzechowski. Domena publiczna.

Dla S/Ldr Orzechowskiego był to 5 przydział bojowy w ciągu zaledwie 4 miesięcy (dowódca sektora miał nawet na jego teczce zapisać aby nie przenosić go na inne stanowisko przez kolejne 7 miesięcy). Przed nowym dowódcą stało nie lada wyzwanie. Pomimo osiągnięcia gotowości operacyjnej morale personelu latającego było niskie - taką opinię otrzymał S/Ldr Orzechowski od S/Ldr Morrisa i F/O Gomulińskiego.
Wpływ miały na to na pewno częste zmiany dowódców (trzech polskich i dwóch brytyjskich w zaledwie 4 miesiące) i tarcia pomiędzy polskim i brytyjskim personelem latającym. To ostatnie wynikało w dużej mierze z faktu, że przydzieleni instruktorzy nie posiadający doświadczenia bojowego mieli szkolić pilotów, którzy niekiedy mieli za sobą już dwie kampanie walk powietrznych (w Polsce i we Francji). Należy jednak podkreślić, że omawiając poziom personelu S/Ldr Morris bardzo wysoko ocenił personel naziemny.

Nowy rok rozpoczął się dla 308. tragicznie. 11 stycznia 1941 roku podczas lotu treningowego polegli F/Lt Nikonow i P/O Wolski. 7 lutego 1941 roku S/Ldr Morris odchodzi z dywizjonu pozostawiając pełnię dowodzenia w rękach S/Ldr Orzechowskiego. W dywizjonie pozostali jeszcze brytyjscy dowódcy eskadr.
26 lutego w locie treningowym, prawdopodobnie na skutek awarii instalacji tlenowej, ginie autor pierwszego zwycięstwa dla Dywizjonu "Krakowskiego" - Sgt. Parafiński. 26 marca klucz w składzie P/O Bożek, P/O Surma i Sgt Kremski zgłosił wspólne prawdopodobne zestrzelenie niemieckiego Junkersa Ju-88. 30 marca "Krakowiacy" otrzymują swoje pierwsze Spitfire'y Mk.I.
W nocy z 9 na 10 kwietnia "Zefiry" startowały wielokrotnie, w celu przechwycenia niemieckich bombowców ponownie bombardujących Coventry, ale bez powodzenia. Ponieważ w przypadający 13 kwietnia pierwszy dzień Świąt Wielkanocnych Eskadra "A" znajdowała się w pogotowiu ("readinessie"), to skromne śniadanie wielkanocne złożone z jajka i kanapek lotnicy zorganizowali w "dispersalu" (miejscu w którym piloci będący w pogotowiu oczekują na rozkaz do natychmiastowego startu).

25 maja 308. otrzymał rozkaz przebazowania na lotnisko Chilbolton i przejścia pod dowództwo 10. Grupy Myśliwskiej osłaniającej południowo-zachodnią Anglię. Ze względu na pogodę samoloty mogły wystartować na nowe lotnisko dopiero 1 czerwca. W nowym miejscu piloci osłaniali porty w południowej Anglii i żeglugę na kanale La Manche. 2 czerwca na skutek nieporozumień miedzy S/Ldr Orzechowskim (d-ca dywizjonu) i F/Lt Kosińskim (d-ca eskadry) do wyznaczonego lotu patrolowego nie wystartowały maszyny z eskadry "A". Sytuacja doprowadziła do odwołania obu oficerów z Dywizjonu "Krakowskiego".
23 czerwca nowym dowódcą dywizjonu został dotychczasowy dowódca Eskadry "B" S/Ldr Marian Pisarek - weteran Bitwy o Anglię podczas której walczył w Dywizjonie 303. Dowództwo eskadr obejmują F/Lt Stefan Janus ("A") i F/O Erwin Kawnik ("B"). W tym samym czasie nadszedł rozkaz o przebazowaniu Dywizjonu 308. na lotnisko Northolt i włączenie go do 1. Polskiego Skrzydła Myśliwskiego.
Od teraz "Zefiry" razem z dywizjonami 303. i 306. miały wziąć udział w ofensywie powietrznej RAF nad kontynent, którą często alianccy piloci nazywali Drugą Bitwą o Anglię.
Ciężko oprzeć się wrażeniu, że w początkowym okresie działalności pech nie opuszczał "Zefirów". W okresie od września 1940 do czerwca 1941 roku miało miejsce 25 wypadków lotniczych (z udziałem polskich i brytyjskich pilotów), które kosztowały życie 5 pilotów, zniszczenie 5 i uszkodzenie 20 maszyn.

W 1. Polskim Skrzydle Myśliwskim
(czerwiec - grudzień 1941)

Skrzydło myśliwskie było związkiem taktycznym składającym z reguły z 3 dywizjonów myśliwskich. W początkach II Wojny Światowej nie było ono stosowane przez RAF, ale już w czasie Bitwy o Anglię zaczął je na własną rękę testować Air Vice-Marshal Trafford Leigh Mallory - dowódca 12. Grupy Myśliwskiej.
W założeniu podległa mu grupa myśliwska miała osłaniać lotniska 11. Grupy Myśliwskiej kiedy jej maszyny odpierały ataki Luftwaffe, pozostawiając swoje lotniska bez osłony. W myśl taktyki marszałka Leigh-Mallory'ego dywizjony skrzydła miały się zebrać w jedną formację i dopiero wtedy dużą siłą uderzyć na wroga. Formacje te nazywano "Big Wing" (ang. "Duże Skrzydło").
Ponieważ zebranie kilku dywizjonów przed atakiem zajmowało trochę czasu, często zdarzało się, że niemieckie bombowce po zrzuceniu ładunku były już w drodze powrotnej. Na tym tle dochodziło do konfliktu miedzy marszałkiem Leigh-Mallorym, a marszałkiem Keith'em Parkiem - dowódcą 11 Grupy Myśliwskiej, którego lotniska były niszczone.
Kiedy pod koniec 1940 roku ustały intensywne walki powietrzne doszło do zmian na kierowniczych stanowiskach zarówno w dowództwie Fighter Command, jak i w dowództwach poszczególnych grup. Przygotowując się do wiosennej powietrznej ofensywy nad Europę RAF postanowił na szerszą skalę wprowadzić formację "skrzydła".
W myśl rozkazów, skrzydła miały tworzyć dywizjony znajdujące się na danym lotnisku ("Tangmare Wing", "Duxford Wing", "Northolt "Wing" itd.).

Dowództwo Polskich Sił Powietrznych wystąpiło do dowództwa RAF z propozycją utworzenia całkowicie polskiego skrzydła. Pomimo sławy jaką polscy piloci okryli się w czasie Bitwy o Anglię, wyspiarze początkowo niechętnie odnieśli się do tego pomysłu. Utworzone zostało "Northolt Wing", w skład którego wszedł stacjonujący tam polski Dywizjon 303., ale obok niego skrzydło tworzył brytyjski Dywizjon 601.
W kwietniu do Northolt przebazowany został polski 306. Dywizjon Myśliwski "Toruński". W wypadku Skrzydeł, Brytyjczycy początkowo nie zdecydowali się na zastosowanie "dublowanie" dowodzenia przez obcokrajowców (jak to miało miejsce w wypadku dywizjonów) i dowodzenie nad całością skrzydła objął W/Cdr Graham Manton. Ze strony polskiej organizacje skrzydła koordynował S/Ldr Witold Urbanowicz - nie posiadał on jednak stanowiska polskiego dowódcy skrzydła (oficjalnie był w tym czasie oficerem łącznikowym przy dowództwie 11 Grupy Myśliwskiej).
30 maja S/Ldr Urbanowicz przekazał swoje obowiązki jako nieformalnego polskiego dowódcę 1. Polskiego Skrzydła Myśliwskiego (1. PSM) W/Cdr Piotrowi Łagunie. Choć po odejściu z Northolt brytyjskiego 601. DM (2 maja) skrzydło z Norholt tworzyły tylko polskie jednostki, to nazwa 1. PSM pojawia się jedynie w polskich dokumentach. Dla Brytyjczyków pozostawało to po prostu "Northolt Wing".


Na zdjęciu: W/Cdr John Kent "Kentowski" . Domena publiczna.

W momencie przybycia 308. do Northolt dowódcą skrzydła był dobrze znany Polakom i przez nich ceniony W/Cdr John Kent ps. "Kentowski" (w czasie Bitwy o Anglię dowódca eskadry w 303. DM), który 3 czerwca zastąpił W/Cdr Mantona. Rzut powietrzny, który przebazował się 24 czerwca, po kilkugodzinnym odpoczynku od razu wszedł do walki, startując jeszcze tego samego dnia do swojej pierwszej wyprawy nad okupowaną Francję (operacja "Circus 21").
Niestety mimo zapału pilotów, debiut "Zefirów" z lotniska Northolt nie wyszedł najlepiej. Finalnie w operacji udział wzięły tylko 4 maszyny. Obsługa naziemna (angielska) nie była w stanie uruchomić pozostałych maszyn z braku naboi do odpalenia silnika. Maszyny którym udało się wystartować pozostawały bez łączności radiowej, gdyż po przebazowaniu nie zamontowano odpowiednich dla 11 Grupy Myśliwskiej kryształów używanych w radiach pokładowych.
Choć w drodze powrotnej Skrzydło i osłaniane przezeń bombowce zostały zaatakowane przez niemieckie myśliwce, to atak został odparty przez Dywizjon 303. i "Krakowiacy" nie mieli okazji do walki. Mimo nielicznej reprezentacji w tej misji, i braku bezpośredniego kontaktu z wrogiem, na pamiątkę pierwszej misji nad terytorium wroga dzień 24 czerwca został uznany za dzień Święta 308. "Krakowskiego" Dywizjonu Myśliwskiego.

Z punktu widzenia Anglików (i ich sojuszników) przyjęło się, że Bitwa o Anglię zakończyła się z końcem października 1940 roku, kiedy to RAF oddalił groźbę niemieckiej inwazji. Jest to data bardzo umowna, gdyż nawet piloci stacjonujący wtedy w 11. Grupie stwierdzali, że nie widzieli różnicy między 31 października a 1 listopada. Z punktu widzenia niemieckiego dowództwa intensywne walki nad Wielką Brytania zostały jedynie wstrzymane na okres zimowy, gdyż nawet gdyby udało się wywalczyć w tym czasie przewagę w powietrzu, to warunki na kanale La Manche w okresie zimowym uniemożliwiały Niemcom dokonanie desantu.
Rozochoceni "zwycięstwem", Brytyjczycy postanowili wiosną 1941 roku przejść do ofensywy lotniczej nad kontynent. Początkowo wykonywane były dwa rodzaje operacji: "Rhubarb" (atak myśliwców na cele z lotu koszącego) i "Circus" (atak bombowców w silnej osłonie myśliwskiej mający na celu wciągnięcie wrogich myśliwców do walki i zniszczenie ich w powietrzu).
Szybko okazało się, że niemieckie lotnictwo w okupowanej Francji nie jest tak słabe jak sądzili Brytyjczycy. Przy niewielkich korzyściach, operacje "Rhubarb" i "Circus" zostały okupione wielkimi stratami. Należy pamiętać, że odwróciła się sytuacja z czasów "Bitwy o Anglię". O ile w 1940 roku zestrzelony aliancki pilot, który uratował się na spadochronie jeszcze tego samego dnia mógł wrócić do walki, tak teraz, jeśli udało mu się ujść z życiem, to albo trafiał do niewoli, albo przez długie miesiące z pomocą lokalnego ruchu oporu starał się przedostać do neutralnej Hiszpanii a dalej do brytyjskiego Gibraltaru.
Piloci, którzy brali udział walkach nad Francją w 1941 roku często nazywali ten okres Drugą Bitwą o Anglię.

Kiedy do 1. PSM dołączył 308. DM operacje "Rhubarb" i "Circus" były powoli zastępowane przez bardziej rozbudowane wersje, odpowiednio "Rodeo" i "Ramrod". Do końca czerwca "Zefiry" startowały jeszcze 5 razy na operacje z 1. PSM, tym razem już w pełnym składzie. Było to w dniach 26, 27, 28, 29 i 30 czerwca. Podczas lotu 27 czerwca niemiecka artyleria przeciwlotnicza strąca polskiego dowódcę skrzydła W/Cdr Piotra Łagunę. Był on bardzo doświadczonym i lubianym dowódcą. Jego miejsce zajął dotychczasowy dowódca 306. DM S/Ldr Tadeusz Rolski.


Na zdjęciu: W/Cdr Piotr Łaguna . Domena publiczna.

28 czerwca podczas operacji "Circus 26" F/O Wielgus zgłosił zestrzelenie pewne niemieckiego Messerschmitta Me-109, zaś Sgt. Majchrzyk prawdopodobne strącenie maszyny tego samego typu. Wejście "Zefirów" do akcji, pierwsze sukcesy, ale zapewne też charyzma S/Ldr Pisarka mocno podreperowały morale pilotów, co wkrótce przełożyło się na kolejne sukcesy.
Już 2 lipca 308. (razem z 303. i amerykańskim 71.) stanowił osłonę bezpośrednią 12 bombowców Blenheim, mających zbombardować elektrownię w Lille (operacja "Circus 29").
Kiedy formacja była nad celem została zaatakowana przez znacznie liczniejszego wroga. Indywidualne walki trwały aż do momentu kiedy bombowce i osłona znalazły się ponownie nad kanałem. Po powrocie do Northolt piloci 308. zgłosili 5 wrogich maszyn strąconych na pewno, 2 prawdopodobne i 1 uszkodzenie (5-2-1). Zestrzelenia pewne uzyskali S/Ldr Pisarek, P/O Bożek, P/O Kudrewicz, Sgt Widlarz i Sgt Zieliński, prawdopodobne Sgt Krzyżagórski i Sgt Widlarz, zaś uszkodzenie P/O Kudrewicz. Zwycięstwa zostały okupione stratą dwóch pilotów którzy zderzyli się w powietrzu: F/Lt Erwina Kawnika (poległy) i Sgt Pawła Kowala (trafił do niewoli).

5 lipca "Krakowiacy" stanowili (jako jeden z dywizjonów) osłonę pierwszej wyprawy ciężkich czterosilnikowych bombowców Stirling nad kontynent. Celem wyprawy była fabryka w Lille. Polacy dobrze wywiązali się ze swojego zadania nie dopuszczając Niemców do cennych bombowców. Podczas powrotu znad Lille z samolotu Sgt. Krzyżagórskiego zaczął wyciekać olej. Po przekroczeniu francuskiego brzegu silnik zaczął przerywać.
Aby wydłużyć lot pilot na zmianę wyłączał i uruchamiał silnik, aby nie zatrzeć go całkiem. Kiedy do angielskiego brzegu pozostało około 20 km, pilot musiał ratować się skokiem ze spadochronem. Szybującego Polaka eskortował F/Lt Lee-Knight z dywizjonu 610. i to on podał służbie ratowniczej położenie rozbitka.
Sgt. Krzyżagórski został odnaleziony, ale podczas poszukiwań wyłowili oni również Sgt. Góreckiego z Dywizjonu 303., który został zestrzelony 3 dni wcześniej i od tamtej pory dryfował w kanale La Manche.
Swoisty rekord Sgt. Góreckiego zostanie 2 lata później pobity przez F/O Kuryłowicza z Dywizjonu 316, który w wodach Kanału La Manche, w swoim nadmuchiwanym Dinghy spędzi 85 godzin!

8 lipca podczas operacji "Circus 40" zestrzelony zostaje Sgt Józef Biel. Pilotowi udaje się wyskoczyć z płonącej maszyny, ale jego mundur także płonie. Oparzoną prawą ręką nie udaje mu się otworzyć spadochronu, dopiero próba otwarcia lewą ręką kończy się powodzeniem, ale pilot znajduje się już bardzo nisko.
Szczęśliwie spadochron zahacza o drzewo co wyhamowuje impet z jakim pilot spada na zaoraną ziemię. Jest ciężko poparzony i ma stłuczone od upadku nogi. Miejscowi rolnicy nie zdążyli go ukryć i trafia on w ręce Niemców, którzy przewożą go do szpitala. Tam Niemcy grożą, że zaprzestaną leczenia, jeśli pilot nie pójdzie na współpracę. Nie udało im się jednak złamać Polaka, który resztę wojny spędził w obozach jenieckich.
Po wojnie, operacji plastycznych na poparzonym lotniku podejmie się znany brytyjski chirurg plastyczny sir Archibald McIndoe, przez co Sgt Biel dołączył do tzw. Guinea Pig Club (Klub Świnek Morskich) - grupy poparzonych lotników, którym starał się pomóc ten wybitny angielski specjalista.

12 lipca Dywizjon 308. bierze udział w operacji "Circus 46". Celem operacji było bombardowanie dźwigów portowych w Arques, które wykonać miały zaledwie 3 bombowce Stirling z 15. Dywizjonu RAF. Do osłony tych 3 bombowców zaangażowano (na różnym etapie misji) w sumie 16 dywizjonów (!) myśliwskich, czyli około 190 maszyn! Chociaż piloci 308. zaliczyli dwa pewne strącenia (P/O Szyszka i Sgt. Zieliński), to z lotu nie powrócił F/O Stanisław Wielgus.
Jego Spitfire'a widziano ostatni raz, kiedy po ataku przeciwnika w locie nurkowym kierował się w stronę Anglii. Jego ciało - mocno poranione przez kule i poparzone - zostało wyłowione przez łódź ratunkową 8 km od Dover. Prawdopodobnie ranny w walce pilot wyskoczył z płonącej maszyny, lub w niej wodował. Obrażenie okazały się jednak zbyt ciężkie, aby udało mu się przeżyć w wodach kanału La Manche.

17 lipca "Zefiry" pod dowództwem S/Ldr Pisarka zostały skierowane nad St-Omer na wymiatanie. Nad celem Polacy zostali zaatakowani z góry przez około 50 Niemców. Przeciwnik został na szczęście wcześniej spostrzeżony i S/Ldr Pisarek wydał rozkaz do uformowania kręgu obronnego (samoloty tworząc krąg osłaniają ogon poprzedzającej maszyny, zaś cała formacja powoli przesuwa się w stronę własnych terenów). Niemcy mając przewagę wysokości i liczebności kąsają polską formację obronną.
Mimo to Polakom udaje się wycofać do Anglii. Niestety nie obyło się bez strat. P/O Jan Szyszka i Sgt Tadeusz Hegenbarth polegli zaś P/O Stefan Maciejewski trafił do niewoli. "Krakowiacy" zaliczyli również dwa pewne zestrzelenia: jedno pełne P/O Retingera, i jedno zespołowe S/Ldr Pisarka i Sgt Schiele. W zachowanych raportach i wspomnieniach podkreśla się, że tego dnia Dywizjon 308. uniknął całkowitego zniszczenia tylko dzięki doskonałemu dowodzeniu S/Ldr Pisarka, który zawczasu rozkazał sformować krąg obronny, a później podczas niemieckich ataków umiejętnie nim dowodził zmieniając kierunek krążenia zależnie od sytuacji.


Na zdjęciu: S/Ldr Marian Pisarek. Domena publiczna.

22 lipca Dywizjon 308. razem z 306. wziął udział w operacji "Circus 58". Zadaniem Polaków było odciągnięcie uwagi Niemców od faktycznej wyprawy bombowej ("Circus 57"). W okolicach Guines "Zefiry" zaatakowały zamaskowane polowe lotnisko. W drodze powrotnej dywizjon został zaatakowany przez ok 20 Me-109.
Podczas walki pewne zestrzelenia zaliczyli F/O Surma i P/O Kremski. Kiedy Polacy znaleźli się już nad kanałem La Manche, P/O Bożek zaczął wzywać pomocy gdyż został otoczony przez wroga. Momentalnie w jego stronę zawrócił S/Ldr Pisarek i F/Lt Janus.
Niestety F/O Surmy nie udało się odnaleźć. Tego dnia piloci 308. strącili na pewno 4 maszyny wroga i jedną prawdopodobnie. Pewne zestrzelenie uzyskali F/Lt Janus, F/O Surma i P/O Kremski. Ponadto piloci zaobserwowali czwartego Niemca spadającego w płomieniach do ziemi, a ponieważ żaden pilot nie rościł sobie do niego praw, to zwycięstwo to zostało zapisane na wspólne konto dywizjonu. S/Ldr Pisarek zgłosił również jedno strącenie prawdopodobne.
"Circus 58" był ostatnią operacją podczas której 1. PSM dowodził W/Cdr John Kent "Kentowski". Wkrótce potem został przeniesiony na stanowisko dowódcy skrzydła Kenley, a tym samym jedynym dowódcą Skrzydła Northolt (1. PSM) został W/Cdr Tadeusz Rolski. Był to pierwszy w historii przypadek, kiedy Brytyjczycy powierzyli dowództwo skrzydła oficerowi spoza Wspólnoty Brytyjskiej.

Następnego dnia 308. (znów w parze z 306.) wystartował do operacji "Circus 59". Po przekroczeniu francuskiego brzegu Polacy zostali zaatakowani przez ponad 15 Me-109. Tym razem atak był na tyle niespodziewany że S/Ldr Pisarkowi nie udało się utworzyć kręgu obronnego i spotkanie przerodziło się w indywidualne walki. Wykonując gwałtowne manewry w celu uniknięcia zestrzelenia Sgt. Schiele chwilowo stracił wzrok na skutek przeciążeń.
Kiedy go odzyskał nie mógł nigdzie dostrzec swoich kolegów, choć słyszał ich przez radio. Rozkaz mówił, aby w wypadku oddzielenia się od Dywizjonu kierować się w stronę Anglii i jeśli nadarzy się okazja dołączyć do innej angielskiej formacji. Po chwili Sgt. Schiele dostrzegł taką formację i zrównał się z nią. Ku swojemu przerażeniu zorientował się, że dołączył do formacji Messerschmittów. Pilot ratował się ucieczką, ale i Niemcy ruszyli za nim.
Na szczęście z ratunkiem przyszły chmury, choć Spitfire otrzymał kilka celnych trafień. Kiedy niebezpieczeństwo zostało zażegnane, Sgt Schiele skierował się w stronę brzegu. Zbliżając się do kanału La Manche spostrzegł i zaatakował z lotu koszącego działo. Atak był skuteczny, ale eksplodująca amunicja uszkodziła jego Spitfire'a. Silnik pracował nieregularnie, ale pilotowi udało się dociągnąć do Anglii.
Kiedy zbliżał się do lotniska silnik ostatecznie zamarł i Sgt. Schiele lądował w przygodnym polu rozbijając maszynę, samemu wychodząc z tego bez obrażeń. Był wręcz w tak dobrym stanie, że kiedy na miejsce przybyli żołnierze ochotnicy z Home Guard poprosił ich o śrubokręt aby wykręcić aparat fotograficzny z samolotu. Spitfire Sgt. Schiele był jedyną stratą "Zefirów" tego dnia. Na szczęście obyło się bez strat w ludziach. Nie odniesiono też żadnego zwycięstwa.

24 lipca 306. i 308. dywizjony myśliwskie wystartowały jako górna osłona bombowców Blenheim podczas operacji "Circus 61". Jeszcze przed dotarciem do brzegu francuskiego, na skutek problemów z silnikiem, zawrócić do bazy musiał F/Lt Janus. Na tym pech "Zefirów" się nie skończył. Chwile po przekroczeniu brzegu zderzyły się maszyny P/O Jakubowskiego i S/Ldr Pisarka. Na szczęście obie utrzymały się w powietrzu, ale w Spitfire'rze S/Ldr Pisarka brakowało 1/3 skrzydła.
Dowódca i P/O Jakubowski w asyście jeszcze trzech maszyn zawrócił do Anglii. Pozostałych 6 maszyn kontynuowało zadanie. Nad celem zostali zaatakowani przez 6 Me-109. F/O Władysław Chciuk został zestrzelony i ranny trafił do niewoli, zaś P/O Józef Czachowski (pilot dywizjonu 315. wykonujący lot gościnnie w szeregach "krakowiaków") prawdopodobnie zginął w wodach kanału.
Nim F/O Chciuk został zestrzelony, udało mu się jeszcze strącić jednego Niemca, ale to zestrzelenie zostało oficjalnie zatwierdzone (tak dla pilota jak i dla dywizjonu), dopiero po wojnie, kiedy F/O Chciuk został wyzwolony z obozu jenieckiego.
W czasie kiedy trwały walki nad kontynentem, uszkodzone maszyny S/Ldr Pisarka i F/O Jakubowskiego zbliżały się do własnych lotnisk. F/O Jakubowski szczęśliwie wylądował w Biggin Hill, zaś S/Ldr Pisarkowi udało się dociągnąć do macierzystego lotniska w Northolt, gdzie wykazując się ogromnym kunsztem pilotażu wylądował bezpiecznie mimo braku znacznej części skrzydła.
Przypadkowo świadkiem tego lądowania był emerytowany lotnik-weteran I Wojny Światowej F.R. Brown. Będąc pod wrażeniem tego co zobaczył wysłał do dowódcy bazy Northolt list w którym wychwalał ten wyczyn i umiejętności pilota. List ten został załączony do Kroniki jednostki.

Do końca miesiąca Dywizjon 308. nie wykonywał już zadań bojowych. Wymienione powyżej operacje nie były jedynymi jakie "krakowiacy" wykonali w lipcu. W tym miesiącu dywizjon 308. wykonał ogólnie 23 loty bojowe. Podczas tych operacji pilotom zaliczono 19 zestrzeleń pewnych, 4 prawdopodobne i jedno uszkodzenie. Okupiono to stratą 6 poległych lotników i 4 zaginionych bądź przebywających w niewoli. Z wynikiem 19-4-1 Dywizjon 308. okazał się być najskuteczniejszą jednostką w całym RAF w lipcu.
Dzięki kiepskiej pogodzie pierwszy tydzień sierpnia dał pilotom czas na odpoczynek. Co prawda 5 sierpnia podjęto próbę wyprawy nad kontynent ("Circus 66"), ale chwilę po starcie całe skrzydło otrzymało rozkaz powrotu na lotnisko ze względu na warunki atmosferyczne nad kontynentem. Dopiero 7 sierpnia 308. DM razem z 1. PSM udał się nad Francję jako dywersja przed operacją "Circus 67". Wykonujące główne zadanie bombowce zbombardowały cel, zaś z 1. PSM tylko Dywizjon 315. nawiązał kontakt z nieprzyjacielem. Dla "Zefirów" lot minął bez przygód.
Mniej szczęścia "krakowiacy" mieli popołudniu tego samego dnia. Podczas operacji "Circus 62", lecąc jako straż przednia, zostali zaatakowani przez Messerschmitty. Piloci nie odnieśli zwycięstwa, za to poległo dwóch pilotów: P/O Leonard Stąpel i Sgt. Zdzisław Brózda.

9 sierpnia 1. PSM startowało dwa razy w pełnym składzie. Rano podczas operacji "Circus 68", na czele 308. leciał dowódca skrzydła W/Cdr Rolski. W okolicach St-Omer Polacy spostrzegli niemieckie myśliwce. Dowódca Skrzydła wydał rozkaz, aby do ataku ruszyły dywizjony 308. i 315., zaś 306. miał ich osłaniać od góry. Lecący na czele 308. W/Cdr Rolski zaliczył 1 zestrzelenie prawdopodobne, zaś P/O Retinger uszkodzenie wrogiej maszyny.
W drugim locie tego dnia "Zefiry" dostrzegły wroga, ale znajdował się on zbyt daleko i nie podjął walki. Wieczorem podczas lotu treningowego rozbija się i ginie P/O Tadeusz Blach. 14 sierpnia 308. wystartował na czele Skrzydła do operacji "Circus 73" jako wsparcie bombowców atakujących fabrykę amunicji w Marquise. Nad Ardres dostrzeżono poniżej grupę ok. 30 niemieckich myśliwców, którzy dopiero co przebili się przez chmury. Okazja do ataku była idealna, gdyż niemieccy piloci skupieni byli jeszcze na bezpiecznym przebiciu się przez chmury i obserwowali siebie nawzajem a nie otoczenie. Prowadzący w tym locie Skrzydło S/Ldr Pisarek rozkazał aby do ataku ruszyły dwa lecące najniżej dywizjony (308. i 315.).
306. miał pozostać w górze jako osłona. Decyzja okazała się słuszna, gdyż kiedy "Zefiry" i "Kolejarze" walczyli z wrogiem, od góry zaatakowała formacja Messerschmittów, której odpór dać musieli "Toruniacy". Zacięta walka toczyła się na dwóch poziomach. Po powrocie do Northolt Polakom zaliczono 14-2-3 zwycięstw, okupionych stratą 4 pilotów. Spośród "Zefirów" po jednym pewnym zestrzeleniu zaliczyli S/Ldr Pisarek, F/Lt Wesołowski, F/O Szyszka i P/O Zbierzchowski. Ten ostatni, podobnie jak i P/O Retinger zaliczyli także po 1 uszkodzeniu wrogiej maszyny. Niestety z lotu nie powrócił P/O Jan Kremski, który poległ.

16 sierpnia Skrzydło Northolt wykonało w pełnym składzie dwie operacje nad kontynent. Choć w obu lotach wróg znajdował się w zasięgu wzroku "Zefirów" to nie udało się go dogonić i nawiązać walki (więcej szczęścia mieli piloci 306. i 315. DM). 19 sierpnia 308. (razem z całym 1. PSM) wziął udział w dwóch operacjach ("Circus 81" i "Circus 82") jako osłona bombowców. Głównym celem pierwszej operacji była elektrownia w Gosmay, ale operacja ta miała także cel dodatkowy i ta poboczna operacja nosiła nazwę "Operacja Noga" ("Operation Leg").
Chodziło o to, że o ile 5 bombowców Blenheim miało za zadanie zbombardowanie elektrowni, to towarzyszący im szósty bombowiec, miał zrzucić w zasobniku ... protezy nóg. Protezy te były przeznaczone dla zestrzelonego kilka dni wcześniej legendarnego beznogiego asa W/Cdr Douglasa Badera. W/Cdr Bader stracił nogi w wypadku lotniczym jeszcze przed wojną. Dzięki swojej determinacji wrócił do latania i w czasie Bitwy o Anglię zyskał miano asa. Zestrzelony na początku sierpnia, ratując się skokiem ze spadochronem musiał odpiąć protezy żeby wydostać się ze spadającej maszyny. Niemcy, będąc pełni podziwu, zaproponowali Anglikom bezpieczne lądowanie na swoim lotnisku w celu dostarczenia protez. Anglicy wybrali jednak zrzut z powietrza nad St-Omer.
W okolicach Calais doszło do starcia z wrogiem. Jedno strącenie pewne zaliczył P/O Retinger. Na szczęście obyło się bez strat.

Podczas drugiej operacji tego dnia ("Circus 82") doszło do starcia z wrogiem w okolicach St-Omer. Podczas walki zderzyły się w powietrzu maszyny Sgt Pietrasiaka i Sgt Watolskiego z 308. DM. Ogon Spitfire'a tego pierwszego został całkowicie odcięty i maszyna runęła w stronę ziemi. Pilot został uznany za zaginionego. Pomimo uszkodzeń swojego Spitfire'a Sgt Watolski utrzymywał się jeszcze jakiś czas w powietrzu, a pilotowi udało się dociągnąć do połowy kanału La Manche.
Dopiero wtedy pilot zdecydował się na skok. Szczęśliwie świadkiem skoku byli piloci Dywizjonu 315. którzy osłaniali skoczka i podali jego pozycje łodzi ratunkowej, która wkrótce uratowała rozbitka. Jak się później okazało Sgt Pietrasiak również ratował się skokiem ze spadochronem. Udało mu się uniknąć niewoli i z pomocą lokalnej społeczności, przez Francję i Hiszpanię dotarł do brytyjskiego Gibraltaru skąd 4 stycznia 1943 roku dotarł z powrotem do Anglii. Podczas feralnego lotu, przed kolizją Sgt Pietrasiak zdążył jeszcze strącić jednego Niemca.
24 sierpnia funkcję adiutanta Dywizjonu 308. objął F/Lt Stanisław Pietruski. 24 lutego 1919 roku ten oficer lecąc jako obserwator z pilotem Józefem Cagaskim odniósł pierwsze w historii zwycięstwo Polskich Sił Powietrznych strącając ukraińskiego Nieuporta, podczas wojny polsko-ukraińskiej.
29 sierpnia podczas "Circus 88" zestrzelony zostaje P/O Jerzy Bettcher. Ponadto uszkodzenie wrogich maszyn zgłaszają F/Lt Janus,, F/Lt Wesołowski i Sgt Zeliński. 30 sierpnia do 1. PSM przybył z wykładami gen. Marian Januszajtis, który w 1939 roku włączył się w działalność konspiracyjną w okupowanym przez ZSRR Lwowie. Aresztowany przez NKWD trafił do więzienia na Łubiance, skąd został zwolniony na mocy traktatu Sikorski-Majski. Po przyjeździe do Anglii odwiedzał polskie jednostki i opowiadał o warunkach życia w ZSRR.

W sierpniu "Zefiry" startowały do lotów bojowych nad kontynent 21 razy, czasem dwa razy tego samego dnia. W czasie tych misji lotnicy dywizjonu "krakowskiego" zestrzelili 6 maszyn wroga na pewno i kolejnych 6 uszkodzili. Zwycięstwa okupiono stratą 4 poległych pilotów i jednego zaginionego (Sgt Pietrasiak wrócił do dywizjonu po kilku miesiącach). Pogoda w pierwszych dniach września uziemiła dywizjony w Northolt.
Pierwszą operację udało się wykonać dopiero 4 września, kiedy wszystkie 3 dywizjony wzięły udział w operacji "Circus 93". Zadaniem Polaków była osłona powrotu 12 Blenheimów, które zbombardować miały elektrownię w Mazingarbe. W okolicach Fruges 308. został zaatakowany przez 9 Me-109. Niemcy strącili Sgt Henryka Kowalskiego, który ratował się skokiem ze spadochronem i poparzony trafił do niewoli (przeżył wojnę). Polacy zaś zgłosili jedno strącenie pewne (P/O Popławski) i jedno uszkodzenie przeciwnika (Sgt Piątkowski).

Następny lot bojowy udało się wykonać dopiero 16 września, kiedy 1. PSM (razem z brytyjskim skrzydłem Kenley) dostało zadanie wykonania wymiatania nad Francją. Była to pierwsza operacja wykonana przez 308. na nowej wersji Spitfire'a Mk.V.
Brzeg francuski przekroczono nad Gravelines i wkrótce doszło do walki z grupą około 30 Me-109. "Zefiry" zaliczyły 3 pewne zestrzelenia (F/O Surma, P/O Krawczyński i P/O Popławski) okupione stratą poległego Sgt Stanisława Wieprzkowicza. Na szczególną uwagę zasługuje strącenie wroga przez P/O Popławskiego, gdyż odbyło się ono bez użycia broni. Zaczęło się od tego, że P/O Popławski odłączył się od formacji żeby zaatakować spostrzeżonego Niemca.
Podczas pościgu za przeciwnikiem został sam zaatakowany przez inne Me-109 których wcześniej nie dostrzegł. Wykonując serię uników pilot znalazł się nisko nad wodami kanału La Manche. W pewnym momencie Polak znalazł się pod Niemcem, przymknął przepustnicę i zadarł nos swojego Spitfire'a do góry po czym oddał drążek i zwiększył moc. Na skutek tego manewru maszyna Polaka najpierw wytraciła prędkość, przez co został wyprzedzony przez Niemca, a następnie znalazł się za nim i z lekką przewagą wysokości. Niemiec nie mógł zacząć się wznosić bo wszedł by prosto pod lufy Polaka, więc spróbował zanurkować. Był niestety za nisko i rozbił się o tafle wody. Zwycięstwo choć bez wystrzału zostało zaliczone P/O Popławskiemu.

Następnego dnia 1 PSM w pełnym składzie wzięło udział (jako osłona górna bombowców) w operacji "Circus 95". Nad Gravelines dywizjon został zaatakowany przez Niemców. Podczas walki kołowej samolot P/O Czesława Budzałka zderza się z niemieckim Me-109. Obie maszyny spadają do ziemi, ale tylko Niemcowi udaje się wyskoczyć na spadochronie. Skrzydła w Spitfire'rze Polaka złożyły się do siebie, tak że pilot nawet nie miał możliwości ratunku.
20 września 1. PSM dostało zadanie osłony bombowców atakujących stocznie w Rouen (Circus 100C"). Na czele Dywizjonu 308. który prowadził skrzydło leciał W/Cdr Rolski. Cel został osiągnięty mimo uciążliwego ognia artylerii przeciwlotniczej. W drodze powrotnej formacja została zaatakowana przez Me-109. Atak przyjęły dywizjony 306. i 308. "Toruniacy" wyszli z tego bez zwycięstw, ale też szczęśliwie bez strat. "Krakowiacy" w indywidualnych potyczkach strącili 3 Niemców na pewno (S/Ldr Pisarek, F/O Surma i P/O Iliński) i 1 prawdopodobnie (F/O Surma). Ciężkie chwile przeżył Sgt Okrój. Lecąc jako skrzydłowy F/O Surmy, nie zdążył powtórzyć manewru swojego prowadzącego, kiedy ten został zaatakowany i stracił z nim kontakt wzrokowy.

W pewnym momencie Sgt Okrój znalazł się sam znacznie poniżej reszty Polaków i do tego atakowany przez 3 Messerschmitty. Jego maszyna został mocno postrzelana i choć przeciwnicy gonili go do połowy kanału La Manche, to Polakowi udało się uciec. Sgt Okrój nie ryzykował lotu aż do Northolt, tylko wylądował na najbliższym lotnisku na wyspie Thorney. Dopiero kiedy tamtejsi mechanicy dokonali oględzin maszyny i mimo uszkodzeń uznali ją za zdatną do lotu, pilot wrócił na swoje macierzyste lotnisko.
Następnego dnia 1. PSM zostało wysłane w pełnym składzie na osłonę bombowców atakujących elektrownię w Gosnay. Jeszcze przed dotarciem do celu Polacy zostali zaatakowani przez Niemców. Po powrocie do Northolt "Zefiry" zgłosiły zastrzelenie 5 maszyn wroga na pewno (S/Ldr Pisarek, F/Lt Janus, F/Lt Wesołowski, P/O Popławski i P/O Wandzilak), także jedno zestrzelenie prawdopodobne i jedno uszkodzenie wrogiej maszyny (oba zgłoszone przez Sgt Zielińskiego).
Wyróżniające ten lot było to, że piloci zgłaszali starcie z samolotami z silnikami gwiazdowymi (w odróżnieniu od rzędowych silników Messerschmittów Me-109). Opierając się na dostępnych informacjach piloci zgłaszali, że napotkane maszyny to włoskie Macchi C.200, francuskie Blochy lub Curtiss Hawki. W rzeczywistości Polacy po raz pierwszy zetknęli się z nowymi niemieckimi myśliwcami Focke-Wulf FW-190. Myśliwiec ten pod wieloma względami przewyższał brytyjskiego Spitfire'a Mk. V i w najbliższych miesiącach miał się dać mocno we znaki pilotom i dowództwu RAF.

Pogoda ponownie uniemożliwiła loty na kontynent dając tak pilotom jak i mechanikom chwile odpoczynku. Dopiero 27 września 1. PSM zostało skierowane jako osłona górna wyprawy 12 bombowców na węzeł kolejowy w Amiens ("Circus 103A"). Wyprawa została zaatakowana dwa razy: raz w drodze do celu w okolicy Le Crotoy i już nad samym celem nad Amiens. Główny ciężar ataku wzięły na siebie polskie dywizjony, także myśliwce osłony bezpośredniej i same bombowce nie miały styczności z wrogiem.
"Zefiry" zgłosiły 3 pewne zestrzelenia (P/O Popławski, Sgt Krzyżagórski i Sgt Watolski) i jedno uszkodzenie (Sgt Krzyżagórski) Me-109, a także jedno prawdopodobne zestrzelenie FW-190 (F/O Surma). Niestety Spitfire Sgt Watoslkiego został celnie ostrzelany przez wroga i pilot musiał ratować się skokiem ze spadochronem po czym trafił do niewoli. Do końca miesiąca 308. nie wykonał już lotów bojowych. Ogółem we wrześniu "Zefiry" wykonały 7 operacji bojowych nad kontynent. W czasie tych operacji pilotom zaliczono 16 maszyn wroga strąconych na pewno, 3 prawdopodobnie i 3 uszkodzone. Okupiono to stratą 3 pilotów: 1 poległy i 2 w niewoli.

1 października 308. był dwukrotnie podrywany (razem z całym skrzydłem) do wykonania misji nad kontynentem. Za pierwszym razem Polaków wysłano na wymiatanie nad Francją, ale kilka minut po starcie całą formację zawrócono. Pół godziny później przyszedł kolejny rozkaz wylotu. Tym razem skrzydło dostało rozkaz patrolowania francuskiego wybrzeża w celu przechwycenia niemieckich myśliwców wracających z ataku na poprzednią brytyjską wyprawę. Do spotkania z wrogiem nie doszło.
2 i 3 października Skrzydło Northolt startowało dwa razy jako osłona bombowców, ale loty skończyły się bez kontaktu z nieprzyjacielem. Jesienne pogoda uniemożliwiła dalsze operacje, aż do 12 października. Tego dnia Skrzydło pod dowództwem W/Cdr Rolskiego, razem z brytyjskim skrzydłem Kenley leciało jako wsparcie wyprawy bombowej "Circus 107". Początkowo lot przebiegał spokojnie. Dopiero w drodze powrotnej, kiedy Polacy byli już nad kanałem, stacja naziemna podała informację o grupie 30 maszyn wroga w okolicach Boulogne.
Skrzydło zawróciło nad kontynent i w okolicach Le Touquet spostrzegli Spitfire'y zwarte w walce z Me-109. Od razu włączyli się do akcji. Skrzydłu z Northolt w tej walce udało się strącić 3 maszyny wroga, z czego na konto "Krakowiaków" zapisano 2 (F/O Surma i Sgt Piątkowski). Co najważniejsze sukces osiągnięto bez strat własnych.

13 października pogoda znów była łaskawa i dowództwo RAF zdecydowało się na wysłanie dwóch wypraw: "Circus 108A" i "Circus 108B". Skrzydło z Northolt miało stanowić osłonę wysoką operacji "Circus 108A", czyli bombardowania śluzy w Arques przez 6 bombowców Blenheim. W pewnym momencie lotu, już nad francuską ziemią, S/Ldr Pisarek prowadzący dywizjon "krakowski" dostrzegł 7 Me-109 lecących niżej w przeciwnym kierunku.
Dowódca doszedł do wniosku, że Niemcy chcą wyjść na tyły formacji bombowej i z tej pozycji zaatakować, dlatego nakazał swoich pilotom atak. W wyniku ataku "Zefiry" mogły dopisać na swoje konto kolejne 3 maszyny strącone na pewno (S/Ldr Pisarek, P/O Popławski i P/O Retinger), a że w trakcie walki piloci zeszli do lotu koszącego, to przy okazji zaatakowali także pozycje naziemne, po czym S/Ldr Pisarek rozkazał zbiórkę pilotów nad kanałem.
Przez kolejny tydzień (głównie przez pogodę) nie wykonywano lotów. Dopiero 21 października skrzydło z Northolt zostało wysłane na wymiatanie nad Francję i choć piloci 315. mieli pełne ręce roboty, to dla "Krakowiaków" ten lot odbył się bez walk.
Znacznie więcej szczęścia "Zefiry" miały nazajutrz. Tego dnia całe skrzydło zostało ponownie wysłane na wymiatanie nad Francję. Lot był o tyle niebezpieczny, że Polacy stanowili drugą falę, tzn. nad kanałem mieli się minąć ze skrzydłem które właśnie wracało z wymiatania. Z jednej strony oznaczało to, że Polacy pozbawieni byli elementu zaskoczenia, z drugiej napotkane maszyny mogły być przed chwilą zaangażowane walkę, a zatem uszkodzone lub bez amunicji.
Do starcia doszło w okolicach Cap Gris Nez. 308. dowodzony w tym locie przez F/Lt Janusa dopisuje na swoje konto kolejne 4 pewne zestrzelenia (2 F/Lt Janus i po 1 P/O Jakubowski i Sgt Schiele), a także jedno zestrzelenie prawdopodobne (Sgt Schiele). Nie tylko zwycięstwa te uzyskano bez strat, ale tego dnia Dywizjon 308. zapisał na swoje konto 50. zestrzelonego (pewnego) przeciwnika.

28 października 1. PSM wizytował Naczelny Wódz gen. Władysław Sikorski. Towarzyszyli mu gen. Stanisław Ujejski (Inspektor Polskich Sił Powietrznych), płk Stefan Pawlikowski (polski oficer łącznikowy przy Fighter Command - de facto dowódca polskiego lotnictwa myśliwskiego) i G/Cpt John Hallings-Pott (dowódca bazy Northolt). Po przyjęciu raportu od dowódcy skrzydła nastąpiło wręczenie odznaczeń. Pilotom Dywizjonu 308. przyznano 3 Krzyże Virtutti Militari, i 28 Krzyży Walecznych (w tym nadanych po raz drugi lub trzeci).
Ostatni lot bojowy w październiku próbowano wykonać ostatniego dnia miesiąca, kiedy wysłano parę P/O Kudrewicz i P/O Budzik do ataku na elektrownię w Outreau. Niestety na skutek pogody piloci zawrócili będąc jeszcze nad kanałem La Manche.
W październiku "Zefiry" wykonały 8 operacji bojowych. W ich trakcie pilotom zaliczono 9 maszyn wroga strąconych na pewno i 1 prawdopodobnie. Co najważniejsze, zwycięstwa uzyskano bez strat własnych.

Listopad 308. rozpoczął od osłony powrotu wyprawy myśliwców bombardujących ("Low Ramrod IIIB") pierwszego dnia tego miesiąca, ale do spotkania z wrogiem nie doszło. Tak samo było podczas operacji "Low Ramrod V" 6 listopada.
8 listopada 1. PSM zostało wyznaczone jako osłona bezpośrednia 12 bombowców Blenheim podczas operacji "Circus 110". Niestety do miejsca zbiórki formacji nad Manston doleciała tylko połowa bombowców. Ponadto podczas krążenia 308. stracił z oczu bombowce i mimo usilnych prób nie udało im się już dołączyć do głównej wyprawy. Zamiast tego dywizjon wykonał wymiatanie między Calais a Dunkierką. Doszło do starcia z niemieckimi Me-109, podczas którego P/O Popławski i P/O Strabowski uszkodzili po jednej maszynie wroga. Niestety podczas walki zestrzelony został F/O Franciszek Surma, który poległ.
Do końca miesiąca "Krakowiacy" wykonali jeszcze 4 lot bojowe, co w sumie daje 8 operacji w tym miesiącu. Za cenę 2 uszkodzonych maszyn wroga, przyszło "Zefirom" zapłacić stratą bardzo doświadczonego pilota F/O Surmy. Pod koniec miesiąca do jednostki dotarł rozkaz zapowiadający wycofanie "Zefirów" z pierwszej linii na odpoczynek na lotnisko Woodvale w 9 Grupie Myśliwskiej.

Grudzień rozpoczął się radośnie dla pilotów 1. PSM. Tego dnia Inspektor Polskich Sił Powietrznych wydał rozkaz awansujący wielu lotników skrzydła. Należy jednak w tym miejscu wyjaśnić, że lotnicy służący w Polskich Siłach Powietrznych (PSP) posiadali oddzielne (często nie równoważne) stopnie polskie i brytyjskie. Na przykład dowódca 308. Marian Pisarek posiadał polski stopień kapitana, ale w RAF'ie posiadał on stopień Squadron Leadera (S/Ldr), czyli odpowiednik polskiego majora.
Tak więc gen. Ujejski wydając rozkaz o awansach, nadawał wyższy polski stopień. Na stopień polskiego majora awansowany został wspomniany Marian Pisarek. Ponadto z 308. do stopnia kapitana awansowano Mariana Wesołowskiego, zaś do stopnia porucznika Tadeusza Blacha (pośmiertnie), Kazimierza Budzikla, Kazimierza Dolichera, Olgierda Ilińskiego, Jana Jakubowskiego, Edmunda Krawczyńskiego, Bolesława Paleja, Bolesława Peszkowskiego, Jerzego Popławskiego, Witolda Retingera, Józefa Sobolewskiego, Tadeusza Stabrowskiego, Franciszka Surmę, Stanisława Wandzilaka, Jerzego Zbierzchowskiego i Juliusza Żuromskiego.
Awanse w dywizjonach 303. i 315. były równie liczne, więc całe Skrzydło tego wieczoru świętowało. Szczęśliwie przez kolejne 3 dni mgła zalegająca nad lotniskiem uniemożliwiała nawet loty treningowe, dzięki czemu piloci mogli spokojnie dojść do siebie.

Dopiero 7 grudnia "Zefiry" otrzymały do wykonania zadanie bojowe. Czwórka myśliwców miała wykonać atak na elektrownię w Tingry. Była to operacja typu "Rhubarb", czyli atak kilku myśliwcami na cel z lotu koszącego (w odróżnieniu od operacji "Circus", gdzie cel atakowały bombowce w silnej obstawie myśliwców). Czwórka "krakowiaków" zawróciła nad kanałem La Manche ze względu na pogodę.
8 grudnia Dywizjon 308. razem z całym 1. PSM wziął udział w operacji "Low Ramrod XV", czyli ataku na destylarnie alkoholu w Hesdin (piloci zawsze żałowali takiego marnotrawstwa alkoholu). Operacje "Ramrod" były podobne do operacji "Circus", z tym że o ile głównym celem operacji "Circus" było poderwanie w powietrze jak największej liczby wrogich myśliwców i zniszczenie ich w powietrzu (używając bombowców jako przynęty), o tyle w wypadku operacji "Ramrod" zniszczenie danego obiektu, było głównym celem wyprawy.
Podczas tej operacji dywizjon "krakowski" był jedynym z polskiego skrzydła który nie nawiązał kontaktu z wrogiem. "Low Ramrod XV" był nie tylko ostatnim lotem bojowym "Zefirów" w 1. PSM (w tej turze), ale także ostatnim lotem S/Ldr Pisarka na stanowisku dowódcy dywizjonu. Uwielbiany przez swoich podkomendnych dowódca został przeniesiony na stanowisko Oficera Łącznikowe w 11 Grupie Myśliwskiej. Nowym dowódcą jednostki został S/Ldr Marian Wesołowski - dotychczasowy dowódca Eskadry A.

10 grudnia rozpoczął się proces przebazowania jednostki, 11 grudnia nastąpiło oficjalne pożegnanie, zaś 12 grudnia ostatni "Krakowiacy" opuścili Northolt. W czasie przynależności do 1. PSM Dywizjon 308. zgłosił zestrzelenie 56 samolotów wroga na pewno, 14 prawdopodobnych i 11 uszkodzonych. Zwycięstwa okupiono stratą 12 pilotów poległych i 6 którzy trafili do niewoli.
Choć na skutek tarć między personelem polskim i angielskim i błędnej polityki personalnej, Dywizjon 308. rodził się bólach, to dzięki talentowi i charyzmie S/Ldr Pisarka, kiedy już jednostka została skierowana na pierwszą linię, wybiła się na najskuteczniejszą w całym Fighter Command w 1941 roku. Wg oficjalnych statystyk w całym 1941 roku pilotom RAF zaliczono 752 zestrzeleń pewnych, 328 prawdopodobnych i 421 uszkodzonych. Z tej liczby 52-10-13 przypadało właśnie na Dywizjon "Krakowski".

Odpoczynek w Woodvale
(grudzień 1941 - marzec 1942).

Lotnisko Woodvale położone było na północ od Liverpoolu, na zachodnim wybrzeżu Anglii. Aktywność Luftwaffe w tym okresie była znikoma, więc 308. czas upływał na pełnieniu dyżurów i lotach treningowych. Pomimo przebywaniu na tyłach, początek pobytu w Woodvale przyniósł śmierć kilku lotnikom. Najpierw 21 grudnia podczas lotu treningowego rozbija się i ginie F/O Edmund Krawczyński, a później 3 stycznia, w wypadku drogowym ginie dwóch lotników, kiedy wioząca ich ciężarówka została staranowana przez autobus.
9 stycznia podczas lotu nocnego S/Ldr Marian Wesołowski zderza się z maszyną F/O Dolichera i ponosi śmierć (szczęśliwie F/O Dolicher dolatuje bezpiecznie do lotniska). 17 stycznia dowództwo po poległym S/Ldr Wesołowskim obejmuje S/Ldr Tadeusz Nowierski. Pech nie odpuszczał "krakowiaków" na tyłach. 9 lutego w wypadku samochodowym obrażenia odnieśli S/Ldr Nowierski, F/Lt Piotrowski i F/O Iliński.
11 lutego w końcu nadarzyła się okazja do spotkania z wrogiem kiedy para dyżurna została poderwana do przechwycenia pojedynczego Junkersa Ju-88. Choć pilotom udało się nawiązać kontakt z wrogiem, to mimo wystrzelania całej amunicji przeciwnikowi udało się uciec w chmury. 13 lutego podczas pozorowanej walki między F/O Paley'em i F/Sgt Majchrzakiem, z niewyjaśnionych przyczyn ten pierwszy wyskoczył ze swojej maszyny na spadochronie. Pilot wylądował bez szwanku, ale nie potrafił w żaden sposób wytłumaczyć dlaczego wyskoczył ze sprawnej maszyny.
21 lutego ponownie poderwana została para dyżurna w celu przechwycenia Ju-88. Wroga znów nie udało się strącić, ale tym razem Sgt. Zielińskiemu zaliczono uszkodzenie maszyny przeciwnika.

W drugiej połowie lutego "Zefiry" latały nocą na loty treningowe w celu poprawy współpracy lotnictwa, artylerii i reflektorów naprowadzających na cel. Piloci uważali te loty za stratę czasu, a pobyt na tyłach i związana z tym monotonia najwyraźniej pobudzały kreatywność i chęć do żartów. Na pomysł świetnego żartu wpadł Sgt. Schiele - przez kolegów nazywany Haberbusch ze względu na (przypadkową) zbieżność nazwisk ze znanym przedwojennym warszawskim browarem "Haberbusch i Schiele".
A mianowicie: zgodnie z procedurą wykonywania lotów nocnych, w wypadku gdyby pilot zgubił się, miał udać się nad reflektor świecący stale pionowo w górę i krążąc wokół słupa światła nadać morsem informacje, że się zgubił. Po otrzymaniu takiego sygnału, reflektor powinien położyć się prawie poziomo wskazując kierunek do najbliższego lotniska. Jednocześnie, owe najbliższe lotnisko odpalało reflektory tworzące stożek nad pasem startowym, co miało wskazać położenie lotniska.
Sgt. "Haberbusch" postanowił jednak z tej procedury zażartować i nawet udało mu się namówić do tego kolegów. Pewnej lutowej nocy, wszystkie maszyny "Zefirów" będące w powietrzu zaczęły krążyć wokół stałych reflektorów i nadawać sygnał, że się zgubiły. Kiedy reflektory położyły się wskazując drogę do najbliższego lotniska, Spitifire'y odlatywały w przeciwnym kierunku.
Pobliskie lotniska tworzyły świetlny stożek oczekując zagubionej maszyny, ale ta nie nadlatywała. Tymczasem polscy piloci spokojnie lądowali na lotnisku Woodvale. Sprawa podobno otarła się o dowództwo grupy, ale najwyraźniej nie udało się dojść do sprawcy, albo udowodnić celowości jego działania, bo ani Sgt. Schiele, ani żadnemu z jego kolegów nic się z powodu tego żartu nie stało.

Pogoda w marcu mocno ograniczyła działalność dywizjonu. Jednocześnie do jednostki nadszedł rozkaz o przesunięciu na lotnisko Exeter i włączeniu do 2. Polskiego Skrzydła Myśliwskiego. Przygotowania do przeprowadzki rozpoczęto 28 marca. 31 marca ruszył rzut kołowy złożony z personelu naziemnego i części pilotów. Pogoda uniemożliwiła jednoczesny rzut powietrzny, który ruszył dopiero 2 kwietnia 1942 roku.

W 2. Polskim Skrzydle Myśliwskim
(kwiecień - lipiec 1942)

2. PSM zostało sformowane 18 sierpnia 1941 roku na lotnisku Exeter przynależącym do 10 Grupy Myśliwskiej. 308. zajął miejsce Dywizjonu 317. "Wileńskiego", który został oddelegowany do 1. PSM. W tym czasie 2. PSM tworzyły dywizjony: 302. "Poznański", 306. "Toruński" i 308. "Krakowski". Dowódcą Skrzydła był W/Cdr Stefan Witorzeń.
W momencie przybycia "Zefirów" najczęstszym zdaniem wykonywanym przed 2. PSM były znane już z Northolt operacje "Circus" "Ramrod" i "Rodeo". Ze względu na przynależność do 10 Grupy intensywność lotów nie była tak duża jak rok wcześniej (kiedy starty odbywały się nawet 3 razy dziennie) i w kwietniu wykonano zaledwie 7 misji na kontynent. Pierwsza miała miejsce 12 kwietnia i choć wrogie Fw-190 znajdowały się w zasięgu ognia, to zwycięstw nie osiągnięto.
14 kwietnia podczas kolejnej operacji F/O Stabrowski stoczył walkę z Fw-190, ale nie zgłosił nawet uszkodzenia maszyny wroga. 16 kwietnia P/O Kudrewicz strącił niemieckiego Me-109. Kolejne operacje nad kontynent 17, 25, 28 i 30 kwietnia nie przyniosły starć z wrogiem. Jedynie 22 kwietnia poderwana w trybie alarmowym para dyżurna w składzie P/O Madej i F/O Stabrowski zgłosili wspólne uszkodzenie Ju-88.

30 kwietnia do Exeter dociera tragiczna wiadomość. Dzień wcześniej, 29 kwietnia, ukochany dowódca "Zefirów", W/Cdr Marian Pisarek, prowadząc 1. PSM podczas operacji "Circus 145" został zestrzelony, kiedy prowadzona przez niego formacja została z góry zaatakowana przez Fw-190. Pilot poległ. Informacja ta wywołała wśród pilotów 308. ogromny smutek i ... żal.
Żal do kolegów ze skrzydła które prowadził W/Cdr Pisarek. Żal, który jak sami później przyznawali był bezzasadny i niesprawiedliwy wobec swoich kolegów pilotów. Ale mimo to, w tamtej chwili wszyscy "krakowiacy" zadawali sobie pytanie, czy gdyby byli przy swoim ukochanym dowódcy, byliby w stanie go ocalić.
Niestety wojna nie zatrzymała się w miejscu aby dać czas na żałobę.
3 maja para dyżurna w składzie F/O Stabrowski i F/Sgt Majchrzyk została poderwana w trybie alarmowym do przechwycenie niemieckiego Ju-88. Maszynę udało się dogonić i ostrzelać, ale mimo pościgu aż do wybrzeży Holandii nie udało się jej zestrzelić. Pilotom zaliczono po 1/2 uszkodzenia. 6 maja następuje zmiana na stanowisku dowódcy dywizjonu. Odchodzącego S/Ldr Nowierskiego zastępuje S/Ldr Feliks Szyszka.

W tym samym czasie podjęto decyzję o tymczasowym rozwiązaniu 2. PSM. Decyzja była podyktowana przygotowaniami do planowanej na lato operacji desantowej pod Dieppe we Francji (przyszła operacja "Jubilee") i chęcią wzmocnienia 11. i 12. Grupy myśliwskiej. I tak dywizjony 306. i 308. zostały przeniesione do 12 Grupy (odpowiednio na lotniska Kirton-in-Lindsey i Hutton Cranswick), zaś dywizjon 302. na lotnisko Heston włączając go do 1. PSM.
17 maja podczas lotu treningowego zderzyły się maszyny pilotowane przez S/Ldr Feliksa Szyszkę i Sgt. Józefa Knotta. Obaj piloci zginęli. Czasowo obowiązki dowódcy przejął F/Lt Franciszek Skiba, aby 25 maja przekazać je S/Ldr Walerianowi Żakowi.
W nocy z 30 na 31 maja "Zefiry" zostały wysłane na patrole nad Morze Północne w celu osłony powrotu pierwszego nalotu 1000 bombowców na III Rzeszę. W czerwcu 308. wykonał zaledwie 4 loty nad kontynent, bez kontaktu z wrogiem.
1 lipca jednostka została przebazowana na lotnisko Redhill, w oczekiwaniu na planowany desant pod Dieppe. Podczas lotu treningowego 6 lipca w powietrzu zderzyły się maszyny P/O Juliana Kawczyńskiego i Sgt. Witolda Herbsta. Pierwszy poległ, zaś drugi z ciężkimi obrażeniami trafił do szpitala. 7 lipca, ze względu na prognozy pogody, podjęto decyzję o odwołaniu desantu. 308. powrócił na lotnisko Hutton Cranswick.
9 i 13 lipca podczas wykonywania lotów patrolowych piloci dywizjonu dostrzegli i pomogli w ratunku dwóch załóg dryfujących w łodziach ratunkowych. 24 lipca para dyżurna F/O Żuromski i P/O Habela została poderwana w celu przechwycenia Ju-88. Piloci zgłosili wspólne uszkodzenie wrogiej maszyny. 30 lipca Dywizjon 308. został przebazowany do Heston i ponownie włączony do 1. PSM.

Ponownie w 1. Polskim Skrzydle Myśliwskim.
(sierpień 1942 - kwiecień 1943)

W momencie dołączenia 308. do 1. PSM skrzydłem dowodził W/Cdr Stefan Janus. Pod jego dowództwem poza 308. znajdowały się jeszcze dywizjony 302., 303. i 317. Skrzydło pozostawało w wyczekiwaniu na operacje desantową pod Dieppe, która nie doszła do skutku w lipcu. Klamka zapadła 18 sierpnia i datę desantu wyznaczono na następny dzień.


Na zdjęciu: W/Ldr Stefan Janus. Domena publiczna.

Operacja "Jubillee" nie miała na celu otwarcia drugiego frontu w Europie i marszu na Berlin. Celem operacji było przetestowanie współdziałania lotnictwa, marynarki i sił lądowych, a także sprawdzenie ufortyfikowania pozycji nieprzyjaciela na francuskim brzegu. Po unieszkodliwieniu pozycji przeciwnika i zniszczeniu kluczowej infrastruktury, wojsko miało się wycofać na brzeg skąd zabrać je miała marynarka wojenna.
Do osłony desantu RAF przeznaczył 58 dywizjonów myśliwskich (w tym 5 polskich z 1. PSM), 7 dywizjonów współpracy z armią, 2 dywizjony bombowe, a do tego wszystkiego jeszcze 3 amerykańskie dywizjony szturmowe. 1. PSM po raz pierwszy tego dnia wystartowało o godzinie 5:00 w celu patrolowania obszaru desantu. W tym locie udział wzięły 4 polskie dywizjony, w tym dywizjon "krakowski". Styczność z wrogiem miał jedynie dywizjon 317.
Do końca dnia "Zefiry" wykonały jeszcze 3 loty. Szczególnie ostatni lot wykonany o 15:30 jest warty odnotowania. Do tej misji wystartowało całe 1. PSM w sile 5 dywizjonów - w sumie 62 Spitfire'y. Była to największa polska formacja lotnicza w tej wojnie.
Choć 1. PSM zapisało się złotymi zgłoskami na kartach historii rajdu pod Dieppe uzyskując 15 i 1/2 zwycięstwa pewnego, 5 prawdopodobnych i 3 uszkodzenia, to wszystkie zwycięstwa padły łupem Dywizjonów 303. i 317. Co prawda 308. nie odniósł zwycięstw, to szczęśliwie uniknął również strat.

Desant pod Dieppe nie zakończył się sukcesem. Choć uzyskano cenne doświadczenie we współpracy trzech rodzajów wojsk, to desant lądowy poniósł ciężkie straty i nie zdołał się wycofać, w większości trafiając do niewoli. 20 sierpnia 1. PSM w składzie 4 dywizjonów wystartowało do wsparcia operacji "Circus 206". 308. nie miał styczności w wrogiem. 24 sierpnia w trybie alarmowym poderwano parę dyżurną dywizjonu "krakowskiego" pod dowództwem Sgt. Mareckiego, w celu przechwycenia zwiadowczego Ju-86. Wroga maszyna leciała jednak na pułapie nieosiągalnym dla Spitifre'ów pilotowanych przez Polaków.
Jesienna pogoda zaczęła ograniczać działania Skrzydła. Dywizjon 308. wykonał zaledwie po kilka operacji miesięcznie do końca 1942 roku nie napotykając jednak wroga w powietrzu. 29 października Dywizjon zostaje przeniesiony do Northolt i przeznaczony do lotów nocnych w celu obrony Londynu. Jednocześnie wykonywano loty nad kontynent. Od ognia artylerii, w swoim trzecim locie bojowym, 26 listopada ginie P/O Bogdan Mijakowski. Ostatni lot wykonano 30 listopada - do spotkania z wrogiem nie doszło.
Pierwszy lot w nowym 1943 roku wykonano 3 stycznia podczas osłony bombowców w wyprawie na Cherbourg ("Circus 247"). W styczniu wykonano jeszcze 2 loty w osłonie bombowców. Potem pogoda uniemożliwiła loty.

Dramatyczny przebieg miał lot 3 lutego. Operacja "Circus 258" miała na celu bombardowanie lotnisk we Francji, przez 12 bombowców Ventur w osłonie kilku dywizjonów myśliwskich (w tym 308.). W trakcie dolotu do celu operacja została odwołana i w osłonie bombowców pozostało tylko 11 myśliwców dywizjonu 308. i lecący gościnnie dowódca bazy Northolt G/Cpt Mieczysław Mümler.
W okolicach Courtrai na formację spadło z góry około 30 Fw-190. Chroniąc bombowce polskie myśliwce przyjęły atak na siebie. Dzięki ich poświęceniu Niemcy strącili tylko jeden bombowiec. Straty po stronie polskiej były bardziej dotkliwe: F/O Jan Wiejski poległ, F/O Jerzy Zbierzchowski i F/O Jan Okrój zostali strąceni i trafili do niewoli, F/Lt Tadeusz Koc został zestrzelony ale uniknął niewoli. Dzięki pomocy francuskiego ruchu oporu, który przerzucił F/Lt Koca do Hiszpanii i dalej do Gibraltaru, pilot już 21 lutego zameldował się ponownie w jednostce.
Po walce Polakom zaliczono dwa zestrzelenia prawdopodobne (S/Ldr Żak i F/Lt Koc) i jedno uszkodzenie wrogiej maszyny (G/Cpt Mümler). 7 lutego Dywizjon 308. osłaniał pociąg którym podróżował Winston Churchill. 12 lutego na odpoczynek odchodzi dowódca jednostki S/Ldr Walerian Żak. Jego obowiązki objął S/Ldr Franciszek Kornicki przeniesiony z Dywizjonu 315.


Na zdjęciu: S/Ldr Franciszek Kornicki. Domena publiczna.

15 lutego nowy dowódca po raz pierwszy poprowadził dywizjon podczas operacji "Circus 266" czyli atakowi na okręty niemieckie w okolicach Dunkierki. "Zefiry" wróciły z tego lotu z jednym zestrzeleniem prawdopodobnym (W/O Piątkowski). 21 lutego do jednostki powrócił F/Lt Koc. Powrót strąconego lotnika hucznie świętowano - na szczęście dywizjon nie był przewidziany do lotów operacyjnych następnego dnia.
26 lutego S/Ldr Kornicki doznał zapalenia wyrostka robaczkowego i musiał poddać się operacji, która wykluczyła go z aktywnej służby na kilka tygodni. W związku z tym nowym dowódcą Dywizjonu 308. został mianowany S/Ldr Paweł Niemiec. Obowiązki objął 4 marca.
11 marca dwie sekcje "Zefirów" zostały wysłane nad kontynent w celu zaatakowania celów naziemnych. W drodze powrotnej artyleria przeciwlotnicza trafiła nad Dieppe samolot F/O Tadeusza Strabrowskiego. Pilot musiał wodować w kanale La Manche. Jego skrzydłowy Sgt. Domański krążył nad maszyną która coraz bardziej zanurzała się pod powierzchnią wody.
Dopiero po chwili w wodzie pojawiła się postać pilota w kamizelce ratunkowej. Sgt Domański nadawał sygnał Mayday i swoją pozycję tak długo jak mógł, ale wobec kończącego się paliwa musiał w końcu odlecieć w stronę Anglii. Na ratunek F/O Strabrowskiemu ruszył brytyjski wodnosamolot, który co prawda początkowo odnalazł pilota, ale kiedy podchodził do lądowania w celu podjęcia rozbitka zgubił go i już nie odnalazł. F/O Strabrowski utonął w kanale.

Do końca miesiąca Dywizjon 308. wykonał tylko jedną misję nad kontynent. Pozostałe były odwoływane ze względu na złą pogodę. W kwietniu zadania dywizjonu ponownie ograniczyły się do lotów patrolowych. Pewnym urozmaiceniem był udział w specjalnych ćwiczeniach "RAG". Podczas tych lotów, piloci lecąc pojedynczo lub w parach prowadzili korespondencję ze stacją naziemną w języku rosyjskim. Miało to wywrzeć na podsłuchujących Niemcach wrażenie, że z Anglii operują jednostki rosyjskie.
21 kwietnia nadeszły rozkazy o przebazowaniu jednostki na lotnisko Church Fenton i tym samym przeniesieniu jej do 2. Polskiego Skrzydła Myśliwskiego na odpoczynek. Przebazowanie nastąpiło 29 kwietnia.

W 2. Polskim Skrzydle Myśliwskim
(maj 1943 - wrzesień 1943)

Dowódcą 2. PSM w tym czasie był W/Cdr Aleksander Gabszewicz, zaś skrzydło tworzyły obok 308. także dywizjony 306. "Toruński" i 315. "Dębliński". Po przeprowadzce dywizjon kontynuował loty patrolowe i treningowe. Przez cały miesiąc wykonano zaledwie dwa loty nad kontynent.
Niestety w maju zdarzyły się dwa poważne wypadki. 4 maja w powietrzu zderzyły się samoloty F/O Frąckiewicza i Sgt. Sznapki. Temu pierwszemu udało się wylądować zaś drugi musiał ratować się skokiem ze spadochronem. Piloci wyszli z tego bez uszczerbku na zdrowiu. Mniej szczęścia mieli P/O Adam Habela i Sgt. Jan Osoba, których Spitfire'y 14 maja również zderzyły się w powietrzu. Tym razem obaj piloci zginęli.
W związku z tym wypadkiem dowódca skrzydła zawiesił w lotach dowódcę dywizjonu S/Ldr Niemca, dowódcę eskadry F/Lt Kudrewicza, a także F/O Paley'a i W/O Piątkowskiego. Wkrótce potem wszyscy zostali przeniesiony z dywizjonu do innych jednostek. 18 maja nowym dowódcą Dywizjonu 308. został S/Ldr Józef Żulikowski, przeniesiony z Dywizjonu 306.

Czerwiec nie przyniósł nasilenia lotów. Wykonano jedynie 3 operacje Ramrod jako osłona bombowców. Ponadto 20 czerwca W/Cdr Gabszewicz został przeniesiony na stanowisko dowódcy 1. PSM, zaś dowództwo nad 2. PSM objął W/Cdr Tadeusz Nowierski. 5 lipca Dywizjon 308. przenosi się na lotnisko Hutton Cranswick w 12 Grupie Myśliwskiej. Kolejne tygodnie mijają głównie na lotach patrolowych i w osłonie żeglugi. Sporadycznie dywizjon jest wysyłany na kontynent.
Jednym z takich lotów był "Ramrod 203", kiedy "Zefiry" razem z brytyjskim dywizjonem 611. w celu osłony 30 bombowców Marauder w wyprawie bombowej na lotnisko Bernay. W drodze powrotnej cała formacja została zaatakowana przez około 20 Fw-190. W wyniku walki kołowej 308. poniósł poważne straty.
F/O Olgierd Iliński został zestrzelony i poległ, F/O Wiesław Mejer został zestrzelony i trafił do niewoli, F/Sgt Władysław Sznapka został zestrzelony ale uszedł Niemcom i po 2 miesiącach przez Hiszpanię wrócił do Wielkiej Brytanii. Samolot F/Sgt Wacława Korwela został bardzo mocno uszkodzony, ale pilotowi udało się wrócić do Anglii i wylądować awaryjnie w pobliżu Brighton.
Wszystko to za cenę uszkodzenia jednego wroga przez F/Sgt Stańskiego. Spitfire F/O Ilińskiego spadł na bagnisty tereny w pobliżu Sekwany i mocno się zakopał. Niemcy nie podjęli się próby wyciągnięcia szczątków maszyny ani pilota. Z własnej inicjatywy dokonali tego 26 września mieszkańcy okolicznych Maulavier i Saint Gertrude. Na podstawie znalezionych przedmiotów ciało zostało zidentyfikowane i w kolejnych dniach pochowane. Francuzi demonstracyjnie na oczach Niemców przybyli tłumnie na mszę świętą ku pamięci poległego polskiego pilota.

Do końca miesiąca wykonano jeszcze 2 loty nad kontynent i jeden w osłonie Beaufighter'ów atakujących okręty wroga. We wrześniu "Zefiry" przeprowadzały się dwa razy: 7 września do Friston i 20 września do Heston. Oba lotniska zlokalizowane były w 11 Grupie Myśliwskiej.
Również we wrześniu wykonano 7 lotów bojowych i kilka patroli w osłonie żeglugi. Podczas lotu 22 września F/Lt Głowacki uszkodził maszynę wroga, ale w tej walce 308. poniósł straty: P/O Henryk Jurewicz został zestrzelony i poległ, zaś Sgt. Jan Trnobrański został zestrzelony ale przeżył i z pomocą ruchu oporu powrócił do Anglii.
Następnego dnia dywizjon poniósł kolejną stratę. Podczas osłony bombowców w ich wyprawie nad Le Tropot zestrzeleni zostali F/Sgt Kazimierz Lipiec i P/O Andrzej Czerwiński. Pierwszy z nich zginął, drugi uratował się, uniknął niewoli i po jakimś czasie wrócił do Anglii.

Przygotowania do inwazji na kontynent
(październik 1943 - maj 1944)

Przygotowując się do inwazji na kontynent i współdziałania z jednostkami lądowymi RAF zdecydował się na reorganizację. Powołano do życia 2nd Tactical Air Force (2nd TAF), które składało się dywizjonów myśliwskich, myśliwsko-bombowych, lekkich bombowców, rozpoznania i współpracy z armią. Reorganizacji poddano także skrzydła i dywizjony. Z dywizjonów wydzielone zostały eskadry techniczne i administracja, pozostawiając jedynie personel latający.
Eskadry techniczne z dywizjonów zostały zgrupowane w Eszelony Obsługowe i od tej pory nie były przypisane do poszczególnych dywizjonów, tylko obsługiwały wszystkie jednostki bazujące na ich obszarze. Dotychczasowe Skrzydła zostały przekształcone w Lotnicze Porty Polowe, a te z kolei składały się ze Skrzydła Myśliwskiego (wyłącznie personel lotniczy) i Eszelonu Obsługowego.
Dzięki takiemu podziałowi, dowódca Portu Lotniczego odpowiadał za kwestie administracyjne i techniczne, zaś dowódca Skrzydła mógł skupić całą uwagę na dowodzeniu w powietrzu. Kilka Lotniczych Portów Polowych tworzyły Sektor.

W wypadku Polskich Sił Powietrznych reorganizacja ta wyglądała następująco: 1. Polskie Skrzydło Myśliwskie przekształcono w 131. Lotniczy Port Polowy w Northolt. Personel latający utworzył 131. Polskie Skrzydło Myśliwskie, zaś wydzielony z dywizjonów personel techniczny 3105. Eszelon Obsługowy.
Analogicznie 2. Polskie Skrzydło Myśliwskie utworzyło 133. Lotniczy Port Polowy w Northolt w składzie 133. Polskie Skrzydło Myśliwskie i 3104. Eszelon Obsługowy. Wypada dodać, że dowództwo RAF wykazało się zrozumieniem dla więzi jakie łączyły polski personel lotniczy (latający i techniczny) i podjęły decyzję, że polskie eszelony obsługowe będą "podążały" za polskimi Skrzydłami, z których się wywodziły.
Dwa Polskie Porty Lotnicze podlegały pod dowództwo 18. Sektora Lotniczego na czele którego stanął W/Cdr Tadeusz Rolski (jako pierwszy Polak obejmujący tak wysokie stanowisko w strukturach RAF). W momencie reorganizacji Dywizjon 308. był w składzie 2. PSM przekształconego w 133. Lotniczy Port Polowy. Dowódcą portu został W/Cdr Nowierski, zaś dowódcą 133. Skrzydła został W/Cdr Walerian Żak.
W październiku "Zefiry" wykonały 7 operacji "Ramrod", bez kontaktu z nieprzyjacielem. Ponadto nadeszła informacja, że Dywizjon ma zostać przeniesiony do 131. PSM, więc rozpoczął przezbrajanie na Spitfire'y Mk. IX, które były na wyposażeniu owego skrzydła. Przebazowanie z Heston do Northolt nastąpiło 11 listopada.
Obok 308. DM, 131. PSM tworzyły Dywizjony 302. "Poznański" i 317 "Wileński". Dowódcą skrzydła był W/Cdr Aleksander Gabszewicz zaś 131. Portu W/Cdr Zdzisław Krasnodębski.

16 listopada 308. wykonał swoją pierwszą operację na nowych maszynach, zaś 19 listopada poleciał z całym skrzydłem na operację "Ramrod 316". Podczas tego lotu na skutek awarii silnika awaryjnie w okupowanej Francji lądować musiał F/O Zbigniew Frąckiewicz, który dostał się do niewoli. Jeszcze tragiczniej zakończył się lot 29 listopada. Będąc nad kontynentem zawrócił w stronę Anglii (prawdopodobnie w związku z jakąś usterką) F/O Adolf Pietrasiak. Pilot nigdy nie dotarł do angielskich brzegów i prawdopodobnie utonął w kanale La Manche.
2 grudnia "Zefiry" zostały skierowane do Hutton Cranswick na szkolenie atakowania celów naziemnych, walki powietrznej i działania w dużej formacji. Ze szkolenia jednostka wróciła 18 grudnia i do końca miesiąca wykonała 6 operacji "Ramrod" w osłonie wypraw bombowych, nie napotykając jednak wroga. Również w grudniu W/Cdr Gabszewicz zdał dowództwo skrzydła W/Cdr Skalskiemu.


Na zdjęciu:. W/Cdr Stanisław Skalski Domena publiczna.

Pierwszą operacją "Zefirów" w 1944 roku był "Ramrod 416" wykonany 4 stycznia razem z całym skrzydłem. Kolejny lot skrzydłem wykonano jeszcze tego samego dnia. W obu wypadkach myśliwce osłaniały bombowce atakujące wyrzutnie pocisków V1. Kolejne "Ramrody" w sile skrzydła wykonano 5, 7 i 8 stycznia. Podczas operacji 7 stycznia 308. (jak i pozostałe dywizjony skrzydła) wszedł w kontakt z niemieckimi FW-190 atakującymi amerykańskie B-17 i skutecznie odpędził wroga.
Pogoda uziemiła dywizjon na tydzień i kolejną operację wykonano dopiero 14 stycznia. Tego dnia Skrzydło wystartowało do operacji "Ramrod 453" w sile 37 maszyn ("dodatkową" maszynę pilotował dowódca 18 sektora G/Cpt Rolski). Nad St. Omer doszło do starcia z wrogiem podczas którego F/Sgt Wacław Kowel uszkodził przeciwnika. Niestety w starciu został zestrzelony i poległ F/Lt Józef Poniatowski. Do końca miesiąca "Zefiry" razem z całym skrzydłem wykonały jeszcze 4 operacje "Ramrod", nie napotykając jednak wroga.
Luty przyniósł nasilenie operacji "Ramrod". Dywizjon 308. wykonał ich aż 19, choć rekordzistą skrzydła był dywizjon 302. z 22 operacjami na koncie. Podczas tych lotów nie napotkano przeciwnika w powietrzu, za to mocno we znaki dawała się niemiecka obrona przeciwlotnicza. Szczęśliwie obeszło się bez strat.

W marcu zmienić miał się charakter działań całego skrzydła. Operacje "Ramrod" (w osłonie bombowców) zastąpiono operacjami "Ranger", czyli wyprawami myśliwskimi na atakowanie z małej wysokości, lub bombardowaniu z lotu koszącego. Pierwszą taką operację "Ranger 1", wykonała sekcja 4 Spitfire'ów z dywizjonu 308. W pobliżu Beauvais "Zefiry" spotkały w powietrzu 3 FW-190 w tym jeden nowego typu z silnikiem rzędowym (tzw. "długonosy").
W pogoń za przeciwnikiem rzucił się F/Sgt Tadeusz Rybczyński. Choć najnowsza wersja "foki" zdołała ujść Polakowi, to udało mu się strącić jednego z pozostałych przeciwników. Po locie piloci zdali raport z misji i podkreślali, że nowy typ niemieckiego myśliwca ma dużą prędkość zarówno poziomą jak i wznoszenia.
Operacje "Ranger" kontynuowano do 8 marca (bez kontaktu z wrogiem w powietrzu), kiedy to Dywizjon 308. został na tydzień wysłany do Llanbedr na szkolenie w atakowaniu celów z lotu nurkowego. Po powrocie, od 16 do 31 marca 308. wykonał jeszcze 3 "Rangery". 20 marca na odpoczynek odchodzi S/Ldr Józef Żulikowski. Nowym dowódcą "Zefirów" zostaje S/Ldr Witold Retinger.
Kontynuując przygotowania do inwazji na kontynent i operowania lotnictwa z lotnisk polowych na wyzwalanym kontynencie, dowództwo 2nd TAF nakazało przebazowanie podległych sobie dywizjonów myśliwskich na takie właśnie zaimprowizowane lotniska. Lotnicy musieli opuścić murowane baraki, hangary i betonowe pasy startowe i przyzwyczaić się do życia pod namiotami i operowania z pasów startowych prowizorycznie utwardzonych stalowymi siatkami. 131. Skrzydło zostało 1 kwietnia skierowane na takie właśnie zaimprowizowane lądowisko w okolice Deanland.

6 kwietnia dowódca 131. PSM W/Cdr Skalski zamienił się miejscami z dowódcą 133. PSM W/Cdr Julianem Kowalskim. Zmiana była powodowana tym, że w skład 133. PSM wchodził w tym czasie także angielski 129. Dywizjon, co powodowało problemy w komunikacji w powietrzu, gdyż (w przeciwieństwie do W/Cdr Skalskiego) W/Cdr Kowalski nie władał biegle językiem angielskim.
W kwietniu Dywizjon 308. samodzielnie lub w ramach Skrzydła wykonał 19 operacji. 26 kwietnia ponownie przebazowano Skrzydło, tym razem na lądowisko Chailey. W maju "Zefiry" wykonały 21 operacji "Ramrod" (czasami dwie dziennie) nad kontynent.
Atakowano głównie z lotu koszącego lub nurkowego infrastrukturę nieprzyjaciela. Choć wroga w powietrzu nie napotkano, to mocno dała się we znaki artyleria przeciwlotnicza. Od jej ognia 21 maja zginął F/Lt Jan Kurowski, którego Spitfire eksplodował w powietrzu po bezpośrednim trafieniu. W tym samym locie trafieni zostali także F/Lt Stanisław Czarnecki, który na uszkodzonej maszynie powrócił do Anglii, i F/Lt Józef Jeka, który uratował się na spadochronie i trafił pod opiekę francuskiego ruchu oporu i po przetoczeniu się linii frontu dwa miesiące później powrócił do jednostki.

Wyzwalanie Europy
(czerwiec 1944 - maj 1945)

2 czerwca na naradę do dowództwa 2nd TAF zostało wezwanych 3 najwyższych rangą polskich oficerów wchodzących w jej skład: G/Cpt Gabszewicz (dowódca 18 Sektora), W/Cdr Czaykowski (dowódca 131. PPL) i W/Cdr Nowierski (dowódca 133. PPL). Na odprawie zostali oni zaznajomieni ze szczegółami planowanej na 5 czerwca Operacji "Overlord" - lądowania sprzymierzonych w Normandii (ostatecznie ze względu na pogodę inwazja została przesunięta na 6 czerwca). Jednocześnie zostali oni zobligowani do zachowania całkowitej tajemnicy, nawet przed swoimi polskimi zwierzchnikami.


Na zdjęciu:. G/Cpt Aleksander Gabszewicz . Domena publiczna.

Przewaga aliantów przed inwazją była miażdżąca. W samym lotnictwie siły sojusznicze dysponowały 6600 samolotami na przeciw którym Niemcy wystawiły Luftflotte 3 w sile 815 maszyn (z czego zaledwie 315 stanowiły myśliwce). 2 i 3 czerwca 308. wykonał dwa "Ramrody" - jeden z 317. DM i jeden 302. DM. 3 czerwca na samolotach aliantów (w tym na Spitfirach "Zefirów") zaczęto malować na skrzydłach i kadłubie znane biało czarne pasy, jako element szybkiej identyfikacji "swój-obcy".
6 czerwca 131. PSM wykonało 4 loty operacyjne w pełnym składzie. Zadaniem skrzydła była osłona rejonu desantu 1. Armii Amerykańskiej na plaży Utah (obszar Neptune Western). Mimo pogody (która pozwoliła aliantom na wykonanie około 30% zaplanowanej liczby lotów) szczęśliwie desant się powiódł, a Luftwaffe nie wykazało się znaczącą aktywnością w dniu inwazji (D-Day). Dywizjony 131. PSM jako jedne z nielicznych w 2nd TAF wykonały wszystkie 4 przewidziane loty operacyjne.
7 czerwca 131. PSM kontynuowało zadanie osłony 1. Armii. Ponownie udało się wykonać 4 zaplanowane operacje w pełnym składzie. Luftwaffe nie pojawiło się w rejonie działania skrzydła, za to celnie strzelała artyleria (F/Lt Paley z Dywizjonu 317. został zestrzelony i trafił do niewoli).

Kolejne dni nie przyniosły zmiany charakteru zadań. "Zefiry" razem ze 131. Skrzydłem osłaniały wojska lądowe umacniające się na przyczółku w obszarze Neptune Western. Startowano po 3-4 razy dziennie. Szczęśliwie bez strat. W połowie miesiąca powoli zaczęto zmieniać typ zadań wykonywanych przez 131. PSM. Do zadań osłony obszaru lądowania, zaczęto dodawać zadania osłony wypraw bombowców ("Ramrod"). Do końca czerwca wykonano 4 takie "Ramrody". Łącznie w czerwcu Dywizjon 308. wykonał 53 operacje!
28 czerwca dywizjon wraz z całym skrzydłem został przebazowany bliżej wybrzeża do Appledram. W lipcu 308. wykonał 19 operacji "Ramrod" jako osłona bombowców atakujących cele na niemieckim zapleczu frontu. Do starć z wrogiem w powietrzu nie dochodziło. Trudno sie dziwić - w samym czerwcu Luftwaffe straciła 808 maszyn.
W lipcu 2nd TAF ponownie przystąpiło do reorganizacji. W związku ze spodziewanym przesunięciem formacji na kontynent Skrzydła miały stać się bardziej samowystarczalne. W związku z tym 12 lipca rozwiązano Sektory, a Lotnicze Porty Polowe, przekształcono w Skrzydła które wchłonęły eszelony obsługowe. Skrzydło posiadało dwóch dowódców: operacyjnego (odpowiedzialnego ogólnie za kwestie administracyjne) i latającego (odpowiedzialnego za planowanie misji i dowodzenie w powietrzu).

131. Lotniczy Port Polowy został przekształcony w 131. Skrzydło Myśliwskie z G/Cpt Gabszewiczem jako dowódcą operacyjnym i W/Cdr Kowalskim jako dowódcą latającym. Jeśli chodzi o przygotowania Skrzydła do przebazowania na kontynent, to 2 lipca we Francji wylądował 408. (Polski) Lotniczy Park Materiałowy, aby przygotować zaplecze do przebazowania na kontynent 131. PSM.
16 lipca Skrzydło zostało przebazowane na lotnisko Ford. 22 lipca rzut ziemny został przerzucony na lądowisko B.10 Plumetot w pobliżu Caen, 28 lipca dołączył do niego 72 (Polski) Lekki Oddział Warsztatowy Taboru Samochodowego, a 29 lipca na lądowisko zaczęły przybywać Spitfire'y Skrzydła. Lądowisko B.10 Plumetot znajdowało się na bezpośrednim zapleczu frontu, tak że sięgała go niemiecka artyleria.
W dość zapobiegawczy sposób do tematu przeprowadzki na polowe lotnisko na kontynencie podszedł F/Lt Schiele (jak już wcześniej wspomniano zwany "Haberbusch" od browaru "Haberbusch i Schiele"). Otóż przygotowując się do przeprowadzki na kontynent (i spodziewając się polowych warunków) F/Lt Schiele pobrał dwa fabrycznie nowe podczepiane zbiorniki na paliwo, starannie je wyparzył a następnie... wypełnił zakupionym wcześniej piwem. Zbiorniki zostały podczepione do myśliwca i tak przygotowanym Spitfire'm F/Lt Schiele przetransportował piwo na kontynent. Nazwisko zobowiązuje.


Na zdjęciu:. F/Lt Tadeusz Schiele . Domena publiczna.

Po przebazowaniu na kontynent 131. PSM rozpoczęło atakowanie wojsk niemieckich w tworzącym się kotle pod Falaise. Wykonywano po kilka lotów dziennie na rozpoznanie, bombardowanie atakowanie z broni pokładowej celów naziemnych i przemieszczających się wojsk. Aktywność wroga w powietrzu była minimalna, za to mocno dawała we znaki artyleria przeciwlotnicza. Jednak los uśmiechnął się do "Zefirów" 10 sierpnia, kiedy to podczas patrolu 4-samolotowej sekcji W/O Wacław Korwel zaatakował i zestrzelił dwa Bf-109.
Po wygranej bitwie pod Falaise (do czego walnie przyczyniła się polska 1. Dywizja Pancerna pod dowództwem gen. Maczka), lotnictwo atakowało wycofujące się wojska niemieckie, które uniknęły okrążenia. Znaczna część lotów wykonanych przez Skrzydło miała za zadanie atakowanie barek na Sekwanie, którymi Niemcy wycofywali się na północ w miejscowości Elbeuf. Rejon ten był silnie strzeżony przez artylerię przeciwlotniczą. To właśnie artyleria 26 sierpnia strąciła dowódcę Eskadry "B" F/Lt Stanisława Wandzilaka. Pilotowi udało się uratować i uniknąć niewoli, a tydzień później powrócił do Dywizjonu.
Początek września przyniósł decyzję o przebazowaniu Skrzydła (bez dywizjonu 302. skierowanego na kurs do Anglii) na północ. Rzut kołowy ruszył na lądowisko B.31 Fresnoy 3 września, ale dotarł na miejsce dopiero po dwóch dniach na skutek zatarasowanych dróg i zniszczonych przepraw (lotnicy przeprawiali się przez Sekwanę w Elbuf przez most tymczasowy wybudowany przez saperów gen. Maczka). Na skutek opadów lądowisko bez utwardzonego pasa nie nadawało się do użytkowania i już 5 dni później 131. PSM zostało przerzucone na lotnisko B.51 Lille-Vendeville.

We wrześniu "Zefiry" kontynuowały wsparcie m. in. 1. Dywizji Pancernej (która po wygranej pod Falaise została przesunięta do Belgii i nacierała w kierunku Bredy), ale wymiatanie nad Arnhem 28 września było wykonane na korzyść polskiej 1. Samodzielnej Brygady Spadochronowej gen. Sosabowskiego.
Ogółem we wrześniu 308. wykonał 31 operacji. Choć konto zestrzelonych samolotów wroga się nie zwiększyło, to wydatnie wspierano wojska lądowa i niszczono cele naziemne. W trakcie tych operacji utracono dwie maszyny. 10 września F/Lt Marian Kotlarz został zestrzelony i trafił do niewoli, zaś 11 września F/O Jerzy Mazurkiewicz również został zestrzelony, ale uniknął niewoli i po 7 tygodniach z pomocą ruchu oporu wrócił do jednostki.
3 października wraz za przesuwającym się frontem, także 131. PSM przeniosło się do Belgii na lotnisko B.70 w okolicach Antwerpii a już 11 października na lotnisko B.61 St. Denijs Western w pobliżu Gandawy, gdzie zostało aż do stycznia. Charakter zadań pozostawał bez zmian. Kiedy tylko pozwalała na to pogoda wykonywano loty sekcjami (rzadziej pełnym dywizjonem) na rozpoznanie lub atakowanie celów naziemnych przy użyciu bomb lub działek.
Loty odbywały się na małej wysokości przez co głównym zagrożeniem dla pilotów był ogień artylerii przeciwlotniczej. Luftwaffe będąca już tylko cieniem własnej potęgi z początku wojny praktycznie nie pojawiała się w powietrzu - większość jej sił została wycofana w celu obrony Rzeszy przed nieustającymi nalotami alianckich ciężkich bombowców. Samego 29 października "Zefiry" wykonały 52 samolotozadania (m.in. niszcząc dowództwo wojsk niemieckich w Knocke), zaś w ciągu całego października 409 samolotozadania w 40 operacjach lotniczych.

16 listopada nastąpiła zmiana na stanowisku dowódcy Dywizjonu 308. S/Ldr Retinger został zastąpiony przez S/Ldr Karola Pniaka. Pogoda pod koniec roku zaczęła ograniczać działania lotnictwa. Do tragicznej sytuacji doszło 6 grudnia kiedy Dywizjony 308. i 302. wystartowały na zbrojne rozpoznanie. Kiedy Dywizjony znajdowały się w powietrzu teren pod nimi pokryła gęsta mgła. Piloci poszukiwali luki we mgle aby wylądować i większości w końcu się to udało na lotnisku B.79 Woensdrecht. Niestety Sgt Aleksander Wierzejski z Dywizjonu 308. zgubił się i zginął podczas lądowania w Melle.
16 grudnia Niemcy rozpoczęli Ofensywę w Ardenach (operacja "Wacht am Rhein"). Do tego celu użyte zostały długo gromadzone zasoby sprzętu pancernego i lotniczego, zaś celem było przebicie się do Antwerpii, odcięcie aliantów od dróg zaopatrzenia i zamknięcie ich w kotle. Początkowo III Rzesza odnosiła sukcesy, głównie za sprawą pogody, która uziemiła alianckie lotnictwo i pozwoliła Niemcom na swobodne przemieszczanie wojsk.
22 grudnia pogoda poprawiła się na tyle, że alianci mogli poderwać lotnictwo. Przez kolejne 3 dni "Zefiry" razem z pozostałymi dywizjonami skrzydła atakowały niemieckie wojska. 25 grudnia pogoda ponownie uziemiła lotnictwo i stan ten utrzymał się do końca roku.W 1944 roku Dywizjon 308. wykonał 3824 samolotozadania - najwięcej spośród dywizjonów 131. Polskiego Skrzydła Myśliwskiego.

1 stycznia 131. PSM myśliwskie zostało wysłane na atakowanie celów naziemnych. Skrzydło nie leciało jako całość - każdy dywizjon wystawiał 4 samolotowe sekcje, które atakowały przydzielone im cele. W czasie kiedy Polacy atakowali cele w Niemczech i okupowanej Holandii, Niemcy rozpoczęli Operację "Bodenplatte". Operacja ta, która pierwotnie miała zostać przeprowadzona 16 grudnia, czyli w pierwszym dniu ofensywy w Ardenach, miała na celu zmasowany atak na alianckie lotniska i zniszczenie 2nd TAF na ziemi. Ponieważ jednak pogoda w grudniu uziemiła lotnictwo, atak postanowiono przeprowadzić 1 stycznia. W tym celu Niemcy uruchomili wszystkie rezerwy, wystawiając do akcji 1 065 maszyn, które zaatakowały lotniska w Belgii, Holandii i Francji.
Nieświadomi ataku Polacy wykonywali w tym czasie wyznaczone im zadania. W maszynie W/O Majchrzyka doszło do awarii i pilot w asyście swoje skrzydłowego zawrócił do bazy przed osiągnięciem celu. Z kolei w maszynie F/Lt Chojnackiego doszło do awarii zaczepu bomby, która nie odczepiła się nad celem. Dowódca nakazał mu ponowną próbę zrzutu nad terenem wroga i samodzielny powrót do bazy, podczas kiedy reszta Dywizjonu poleciała dalej wyznaczoną trasą.
Spowodowało to, że F/Lt Chojnacki jako pierwszy powrócił do bazy i kiedy podchodził do lądowania spostrzegł atakujące lotnisko niemieckie myśliwce. Pilot przerwał podejście i przeszedł do ataku, strącając od razu Fw-190, który spadł na lotnisko. Niestety chwilę później F/Lt Wacław Chojnacki sam został zestrzelony i zginął. F/Sgt Stanowski, który również na skutek awarii wracał w pojedynkę na lotnisko, zaatakował z zaskoczenia i strącił 2 niemieckie Fw-190. Niestety nie mógł kontynuować walki i z braku paliwa i lądował przymusowo w terenie. Pilot wyszedł z tego bez szwanku.

Jednocześnie do bazy zaczęły powracać kolejne maszyny 131. PSM. Pierwsze w rejonie Gandawy pojawiły się "Zefiry". Ostrzeżone już przez radio o ataku wykorzystały przewagę wysokości i z pełnym impetem ruszyły na wroga. Bitwa, która przeszła do historii jako "Bitwa nad Gandawą", przerodziła się w szereg indywidualnych potyczek. Polacy musieli uważać nie tylko na wroga, ale także na kończące się w zbiornikach paliwo. Wkrótce do "Zefirów" dołączyli piloci 317., niestety kiedy do bazy wrócili piloci 302. było już po bitwie.
Ostatecznie Polakom zaliczono 18 i 1/2 zwycięstwa, z tego na konto "Zefirów" trafiło 12 i 1/2 zwycięstwa pewnego i jedno uszkodzenie wrogiej maszyny. Na swoje indywidualne konta zestrzelenia zapisali: F/Lt Mach 2 pewne i jedno uszkodzenie, F/Sgt Stanowski i Sgt Breyner po 2 zestrzelenia pewne, F/Lt Olszewski, F/Lt Chojnacki, F/O Szelnkier, P/O Dromlewicz, W/O Bednarczyk, F/Sgt Soszyński po 1 pewnym zestrzeleniu i Sgt. Główczewski 1/2 zestrzelenia.
Swoje dwa zwycięstwa Sgt. Breyner osiągnął bez oddania nawet jednego strzału. Kiedy wszedł na ogon pierwszemu Niemcowi, ten wykonując unik zderzył się ze swoim skrzydłowy. Zwycięstwa Dywizjonu okupiono stratą F/Lt Chojnackiego, a także LAC Jerzego Koczwara-Bielka, Antoniego Komorowskiego i Józefa Sikory z obsługi naziemnej. Ponadto w ataku rannych zostało 18 członków personelu naziemnego Skrzydła i zniszczeniu uległo 17 jego Spitfire'ów (4 z 308.).

Operacja "Bodenplatte" była chwilowym taktycznym zwycięstwem Niemiec, które jednak nie miało wpływy na dalszy bieg wojny. Niemcom udało się uzyskać całkowite zaskoczenie i tylko przypadek sprawił, że polskie Dywizjony w momencie ataku były w powietrzu, przez co nie tylko uniknęły zniszczenia, ale zadały przeciwnikowi duże straty. W ogólnym rozrachunku 2nd TAF straciło 251 maszyn zniszczonych i uszkodzonych (głównie na ziemi) i 46 zabitych (w tym 6 pilotów). Większość zaatakowanych lotnisk została wyłączona z użytku na około 2 tygodnie. Ten "sukces" Niemcy okupili utratą 270 samolotów i 260 członków personelu latającego (w tym wielu dowódców). Były to straty, których Luftwaffe nie była już w stanie odrobić.
Straty zadane przez Luftwaffe 1 stycznia zostały szybko uzupełnione, a lotniska szybko naprawione. Operacje lotnicze wznowiono już 5 stycznia, kiedy "Zefiry" poleciały na kolejne wymiatanie. Kolejne loty wykonano dzień później, po czym nastąpiła przerwa związana z przebazowaniem na nowe lotnisko B.60 Grimbergen. Loty z nowego lotniska rozpoczęto 13 stycznia. Pogoda w styczniu nie sprzyjała operacjom lotniczym, tak że w całym miesiącu Dywizjon 308. wykonał jedynie 14 operacji.
W lutym wspierano natarcie wojsk alianckich na północny odcinek Linii Zygfryda. Oprócz zagrożenia w powietrzu i od ostrzału artylerii lotnikom (pilotom i personelowi naziemnemu) w bazie Grimbergen zagrażały także pociski V-1. Choć lotnisko samo w sobie nie było ich celem, to znajdowało się na ich trasie do Brukseli. Skuteczność V-1 nigdy nie była zbyt wielka, a pod koniec wojny, wykonywane w polowych warunkach przez niewolniczą siłę roboczą cechowały się znaczną awaryjnością. Powodowało to, że wiele wystrzelonych V-1 spadało niebezpiecznie blisko lotniska zajmowanego przez 131. PSM.
Wyjątkowo "blisko" spadła V-1 w nocy 25 lutego, kiedy to (szczęśliwie nie eksplodując) "wylądowała" na dachu budynku zajmowanego przez mechaników 308., po czym zsunęła się na ziemię. Mechanicy byli nieświadomi zagrożenia, a jedynie zirytowani dobijaniem sie do nich w środku nocy. Dopiero, kiedy wyszli na zewnątrz zrozumieli jak wielkie szczęście mieli.

Aktywność skrzydła na rzecz wsparcia wojsk lądowych spotkała się z licznymi pochwałami od dowództw różnego szczebla. "Zefiry" wykonały w tym miesiącu 30 operacji, w czasie których zrzuciły 53 tony bomb. Okupiono to stratą F/Sgt Stanisława Breyner'a, który 11 lutego rozbił się podczas startu do lotu treningowego. Zabrany do szpitala zmarł 6 dni później. 8 marca 308. wraz z całym Skrzydłem przebazował się na lotnisko B.77 Gilze-Rijen w Holandii. 15 marca podczas lotu nad Holandię zestrzelony został P/O Dromlewicz, który trafia do niewoli.
19 marca podczas ataku na stację kolejową Raalte "Zefiry" prawdopodobnie trafiły na skład rakiet V-2, gdyż ich atak wywołał olbrzymią eksplozję odczuwalną nawet w myśliwcach lecących 1000 metrów nad ziemią. 20 marca zestrzelony zostaje F/Lt Wardziński, który ląduje awaryjnie za linią wroga, unika jednak niewoli i wraca do jednostki miesiąc później. Równie dużo szczęścia miał W/O Karasiński, który na mocno postrzelanej maszynie rozbił się podczas lądowania. Pilotowi udało się opuścić samodzielnie wrak nim ten stanął w płomieniach.
W ostatniej dekadzie marca 131. PSM wspierało wojska alianckie forsujące Ren. Łącznie w tym miesiącu "Zefiry" wykonały 39 operacji, zrzucając 83.5 tony bomb, jednocześnie rozpoczęto przezbrajanie na Spitfire'y LF MK. XVI.


Na zdjęciu:. Supermarine Spitfire LF MK.XIV w malowaniu Dywizjonu 308. . Autor: Mateusz Maroński.

13 kwietnia wraz za przesuwającym się frontem dywizjony 131. PSM przebazowały się na teren Niemiec, na lotnisko B.101 Nordhorn, stając się pierwszymi polskimi jednostkami lotniczymi stacjonującymi na terytorium III Rzeszy. Ostatni lot bojowy w II Wojnie Światowej 308. "Krakowski" Dywizjon Myśliwski wykonał 26 kwietnia kiedy z zadaniem atakowania celów naziemnych wystartowała czwórka w składzie F/O Haeberle, F/O Kozak, W/O Karasiński i Sgt. Witkowski. Lot trwał 1 godzinę i 15 minut i zakończył się bez strat.
Dwa dni później, 28 kwietnia Dywizjon 308. został skierowany na 5-tygodniowy kurs strzelania do Fairwood Common, gdzie 8 maja 1945 roku zastał go koniec wojny w Europie.

W powojennej rzeczywistości
(maj 1945 - grudzień 1946)

W związku z zakończeniem wojny w Europie, RAF z organizacji wojennej zaczął przechodzić na stopę pokojową. 15 lipca 2nd TAF zostało rozwiązane i zastąpione przez Brytyjskie Okupacyjne Siły Powietrzne - British Air Forces of Occupation (BAFO). 2 czerwca do 131. PSM powrócił ze szkolenia 308. DM i ulokował się na lotnisku B.113 Varrelbusch. Lotnisko B.113 Varrelbusch znalazło się w polskiej strefie okupacyjnej w Niemczech (będącej częścią brytyjskiej strefy okupacyjnej), nad którą pieczę sprawowała 1. Polska Dywizja Pancerna. Na cześć dowódcy, administracyjne centrum strefy - niemieckie miasto Haren - zostało przemianowane na Maczków.
Wkrótce do polskiej strefy zaczęli napływać Polacy z wyzwolonych obozów, w tym wielu Powstańców Warszawskich. Jak wspomina F/Lt Schiele szybko nawiązano kontakty towarzyskie z Polakami którzy przeżyli okupację. 5 lat wojny i przebywania w różnych rzeczywistość dawały o sobie znać:

"Początkowo było trochę trudności językowych. Spotkaliśmy się z zarzutem zangielszczenia. Co prawda, nie winię nikogo z Polski, który nie zrozumiał tak łatwych rzeczy: - "Że zaraz po readinesie złapałem lifta na day offa no i że runweyem do dispersalu na briefing przed scramblem sweepa itd. Myśmy za to nie bardzo rozumieli, co to jest: szmajser, szaber, filipinka, bimber, góral, kawałek..."

Mimo tych drobnych nieporozumień sporo nawiązanych w tym czasie znajomości zakończyło się zawarciem związków małżeńskich. 1 lipca S/Ldr Ignacy Olszewski przejął dowodzenia "Zefirów" od S/Ldr Karola Pniaka i pozostał na tym stanowisku do momentu rozwiązania jednostki.


Na zdjęciu:. S/Ldr Karol Pniak . Domena publiczna.

W sierpniu rozwiązane zostały dowództwa skrzydeł i dywizjony znów stały się samodzielnymi jednostkami. W październiku 3 polskie dywizjony dawnego 131. PSM wystawiły po jednym Spitfire'rze, aby polecieć do będącej pod radziecką kontrolą Warszawy na wystawę zorganizowaną przez RAF. Po wystawie maszyny miały pozostać w Polsce jako obiekty muzealne. Spitfire wystawiony przez Dywizjon 308. o oznaczeniach ZF-M, z powodu awarii musiał lądować na zajętym przez Rosjan lotnisku pod Poznaniem.
Pilota i samolot internowano. Po naprawie wyrażono zgodę na start, ale już nie do Warszawy tylko z powrotem do Niemiec. Pozostałe dwa Spitfire'y z Dywizjonów 302. i 317. doleciały do Warszawy, a po wystawie przez krótki czas były eksponowane przez budynkiem Muzeum Narodowego. Wkrótce jednak władze partyjne podjęły decyzję, że należy je zniszczyć jako relikt zgniłego kapitalizmu.

Tak jak w będącej pod sowiecką okupacją Polsce nie było miejsca dla lotników Polskich Sił Powietrznych, tak i dla Brytyjczyków zaczęli być oni ciężarem. 5 lipca 1945 roku rząd brytyjski cofnął uznanie dla jedynego legalnego Polskiego rządu tj. rządu na uchodźstwie z premierem Tomaszem Arciszewskim na czele. Podległe mu Polskie Siły Zbrojne zostały włączone w skład wojsk brytyjskich.
Dla żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych nastał okres zawieszenia. W jednostkach lotniczych kontynuowano loty szkoleniowe i prowadzono dyskusje nad dalszym losem. Część lotników chciała wracać do Polski licząc na odnalezienie bliskich, część obawiała się powrotu do rządzonej przez komunistów ojczyzny w której nie było dla nich miejsca. Tym bardziej, że na zachód docierały pierwsze sygnały, jak traktowani są powracający z zachodu polscy żołnierze.
20 maja 1946 roku powołano do życia Polski Korpus Przysposobienia i Rozmieszczenia (PKPR). Formacja ta, będąca częścią brytyjskich sił zbrojnych miała charakter ochotniczy, przeznaczony dla żołnierzy którzy nie planowali powrotu do okupowanej przez Rosjan Polski i polegała na podpisaniu dwuletniego kontraktu, podczas którego polski żołnierz nabywałby nowe umiejętności potrzebne w cywilnym życiu.
Z ramienia Brytyjczyków na czele korpusu stał gen. Gwilym Ivor Thomas, zaś polskim dowódcą był gen. Stanisław Kopański. Ponieważ jak wspomniano PKPR formalnie był częścią wojsk brytyjskich, komunistyczny rząd w Warszawie wykorzystał to aby odebrać polskie obywatelstwo wielu wysokim rangą polskim dowódcom (na przykład generałowie Maczek, Sosabowski, Anders...), którzy rzekomo bez zgody "władz polskich" wstąpiły do obcego wojska.

31 maja brytyjskie Ministerstwo Lotnictwa rozwiązało Polskie Siły Powietrzne. Polacy nie wzięli udziału w Wielkiej Paradzie Zwycięstwa w Londynie 8 czerwca 1946 roku, jako jedyny spośród aliantów, choć polski żołnierz przelewał krew od pierwszego do ostatniego dnia wojny. Brytyjczycy wystosowali zaproszenie do udział w paradzie tylko do kontrolowanego przez komunistów Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej, pomijając legalne władze Rządu RP w Londynie.
Dowództwo RAFu wystosowało indywidualnie zaproszenie do polskich lotników jednak Ci na znak solidarności z Wojskami Lądowymi i Marynarką Wojenną odmówili udziału. 18 września 1946 roku miała miejsce ostatnia parada lotnicza polskich dywizjonów myśliwskich nad Coltishall w której wziął udział Dywizjon 308. Również we wrześniu dowództwo nad "Zefirami" ponownie objął S/Ldr Karol Pniak i pozostał na tym stanowisku aż do rozwiązania jednostki. 1 października 1946 roku polskie dywizjony wycofano z wojsk okupacyjnych i 7 października przeniesiono do Hethel gdzie grupowano polskie dywizjony myśliwskie.
27 listopada "Zefiry" otrzymały rozkaz zaprzestania lotów. Personel został przesunięty do Portreath i ostatecznie rozwiązany rozkazem z dnia 18 grudnia 1946 roku.
W czasie swojej działalności 308. "Krakowski" Dywizjon Myśliwski wykonał 8872 samolotozadania w czasie których według oficjalnych statystyk strącił 69 1/2 maszyn wroga strąconych na pewno, 13 prawdopodobnie i 21 uszkodzonych.


Bibliografia:

Jerzy B. Cynk: Polskie Siły Powietrzne w Wojnie 1939-1943, Gdańsk 2001
Jerzy B. Cynk: Polskie Siły Powietrzne w Wojnie 1943-1945, Gdańsk 2002
Destiny Can Wait - The Polish Air Force In The Second World War, Nashville 1988
Jacek Kutzner: Zwycięstwa pilotów myśliwskich Polskich SIł Powietrznych na Zachodzie 1940-1945, Warszawa 2007
T. Shiele: Spitfire, Katowice 1957
S. Łaszkiewicz: Od Cambrai po Coventry, Warszawa 1982
Franciszek Kornicki: Zmagania, Sandomierz 2009
Jacek Kutzner: 308. Dywizjon Myśliwski "Krakowski", Warszawa 2011
Grzegorz Śliżewski: Karmazynowy Błękit Nieba - Działania bojowe I Polskiego Skrzydła Myśliwskiego w 1941 roku, Wrocław-Warszawa 2022
Piotr Sikora: Bitwy polskiego lotnictwa 1918-1945, Warszawa 2016
Tadeusz H. Rolski: Atom Leader, Warszawa 2022
Alojzy Dreja: Czyż mogli dać więcej, Londyn 1989
Johnny Kent: One of the few, Brimscombe 2016



powrót do spisu treści

© Copyright 2020. Mateusz Maroński
Design by Scypion, Butryk