Arno Hedtke.

SZLAK BOJOWY 4 PUŁKU PODCHORĄŻYCH SZKOŁY ARTYLERII BORNE SULINOWO (GROß BORN) W WALKACH NA POMORZU ZACHODNIM (HINTERPOMMERN) I W KOTLE POD REWALEM (REWAHL). LUTY - MARZEC 1945.


Wstęp.

Chciałbym przedstawić pracę Arno Hedtke, w której opisuje szlak bojowy 4 pułku podchorążych na terenie Pomorza Zachodniego.
Autor był czynnym żołnierzem tego pułku do momentu zranienia, które odniósł na początku lutego 1945 roku w okolicach wsi Lubno. Jego wspomnienia zamieściliśmy na naszym Portalu:

www.dws-xip.com/LWP/art3.html
www.dws-xip.com/LWP/art4.html

Jak kiedyś wspominał, pracę tą napisał, aby złożyć hołd swym towarzyszom broni.
Większość przypisów do tekstu pochodzi ode mnie. Przypisy oznaczone „(AH)” pochodzą od autora tekstu, natomiast oznaczone „L…” są cytatami z pracy Helmut Lindenblatt - „Pomorze 1945. Jeden z ostatnich rozdziałów historii upadku III Rzeszy” tak jak w oryginalnym tekście.

Woj45.


Uwagi wstępne.:

Napisany tutaj raport opiera się na poniższym materiale źródłowym:
1. Helmut Lindenblatt - „Pomorze 1945. Jeden z ostatnich rozdziałów historii upadku III Rzeszy”.
2. „Sprawozdanie z działań bojowych 4 pułku podchorążych(Fähnr.-Reg.4) na Pomorzu od 20.01.1945 do 11.03.1945”.
3. Reinhold Bickel - „Wspomnienia z walk na Pomorzu Tylnym od stycznia 1945 roku”.
4. Zapisy dzienne z pamiętników czterech ówczesnych podchorążych.
5. Fredrich Wilhelm Schlegtendal – „Oceny codziennych notatek z walk odwrotowych na Pomorzu”

Arno Hedtke, Aurich 2013

Pierwszego stycznia 1945 roku w Szkole Podchorążych Artylerii w Bornym Sulinowie rozpoczął się ostatni etap szkolenia ponad 4000 kandydatów na oficerów. Po dwóch tygodniach od rozpoczęcia szkolenia, z linii Wisły i granicy z Prusami Wschodnimi ruszyła wielka ofensywa radziecka. W ciągu zaledwie kilku dni niemieckie linie obronne zostały przełamane w kilku miejscach.
Z uwagi na brak zorganizowanych jednostek rezerwowych, pod broń zdecydowano się powołać podchorążych. W nocy z 20 na 21 stycznia w szkole artylerii ogłoszono alarm. W niedzielę 21 stycznia w salach wykładowych wydano broń piechoty.
Grupy wykładowe, które istniały od trzech tygodni połączono w plutony liczące po 35 ludzi. Trzy takie plutony tworzyły kompanię. W ten sposób utworzono pięć pułków liczących w sumie 23 bataliony.
Plan był taki, aby podchorążowie bronili Wału Pomorskiego tylko do przybycia regularnych jednostek z innych frontów. Następnie mieli być zabrani z frontu pomorskiego i przetransportowani do ówczesnego Protektoratu Czech i Moraw w celu kontynuowania nauki. Pierwszą większą jednostką, która się pojawiła była w pełni skompletowana 5. Jägerdivision1 z Norwegii.

Przybyła jednak już po przełamaniu Wału i mogła jedynie spowolnić działania wojsk polskich i sowieckich. Jak to często bywa na wojnie, rzeczywistość okazała się bardziej skomplikowana niż plany. Większość jednostek podchorążych musiała pozostać na Pomorzu.
W połowie lutego czwarty pułk podchorążych pod dowództwem majora Fredricha Buchenau2 został wykorzystany, wraz w innymi jednostkami, do dużego kontrataku między miejscowościami Recz (Reetz) i Kalisz Pomorski (Kallies)3.
W wyniku czego sowieci zostali zmuszeni do cofnięcia się o około 10 kilometrów. Zdobyty teren należało zabezpieczyć. Odbywało się to w trudnych warunkach.

W „Sprawozdaniu z działań bojowych 4 pułku…” z tego okresu znajdują się wpisy:

20.2.1945 - Sporadyczna działalność bojowa, oddziały zwiadowcze wroga odparte.
21.2.1945 - Po obu stronach ożywiona działalność zwiadowcza, 2 dezerterów. Zwiadowcy wroga zostali odrzuceni. Pozycje uległy dalszemu rozszerzeniu.
25.2.1945 - Po obu stronach ożywiona aktywność grup zwiadowczych.

Tego rodzaju działania trwały do 28.2 1945 roku. Aby sobie przybliżyć to, co się wtedy działo należy zajrzeć do wspomnień ówczesnego podchorążego Reinholda Bickela:

„(…) Przeczesujemy duży obszar lasu i przed sobą zauważam krzak za którym coś się poruszyło. Na wszelki wypadek krzyczę po rosyjsku: „Ręce do góry”.
Zza krzaka wychodzi potężny Rosjanin, próbuje ukryć swój pistolet maszynowy, odbieram mu go i zawieszam sobie na piersi.
Wielki magazynek bębnowy nie ułatwia zadania. Mężczyzna zaczyna coś majstrować przy szyi i wyciąga naszyjnik z Madonną. Pokazuje go, jak jakiś magiczny amulet. Uspokajam go i pokazuję mu swój medalik. Tymczasem nadchodzą moi towarzysze, uśmiechają się, poklepują Rosjanina po ramieniu i dają do noszenia skrzynkę amunicji do MG. Dźwiga ją za nas przez kilka dni – cóż ma robić - … dopóki nie musimy go oddać. Nie jest jednak Rosjaninem, więc nie mówimy do niego „Iwan”, może Polak, albo Litwin ?
Las w którym stacjonujemy nie jest zwarty. Mniej więcej w połowie naszego odcinka, w kierunku wroga biegnie zalesiona niewielka dolina. Na jej brzegach kopiemy ukrycia, które następnie przykrywamy brezentem dla ochrony przed deszczem. Później łączymy je, aby tworzyły okopy. Spędzamy tam wiele zimnych nocy.
Także nocami patrolujemy nasz odcinek. Wyposażeni w karabinki Sturmgewehr4 posuwamy się od drzewa do drzewa zachowując wielką ostrożność. Mocno podekscytowani tym, że wróg robi dokładnie to co my.

Innym razem zostajemy zaskoczeni gromkim „Urraaa !!” i odrzuceni około 100 metrów do tyłu. Nie wszystkim udaje się wycofać. Niektórzy zostają w swoich ukryciach i stają się jeńcami. Za szybko zużywam amunicję i teraz muszę patrzeć jak dwóch lub trzech moich towarzyszy jest prowadzonych z podniesionymi rękami. Na odsiecz przybywa oddział, który był w odwodzie.
Uzupełniam swoje magazynki i wracam na stare pozycje. Czy Rosjanie przyszli tylko po jeńców ?
Jeden Rosjanin leży ranny przed naszym okopem, gdy podchodzimy bliżej kładzie granat obok głowy i wyjmuje zawleczkę.5 Oddycham z wielką ulgą, gdy nasz oddział trafia do rezerwy. Śpimy w szopie odległej około 200 metrów od pierwszej linii. Jest tak ciasno, że w nocy musimy odwracać się jednocześnie.”


Droga przez kocioł.

Spokój który trwał od 15 lutego miał utrzymać się jeszcze przez 2 tygodnie. Sowieckie armie, które dotarły do Odry, przygotowywały się do ostatniej wielkiej ofensywy na Berlin. Na Pomorzu wciąż jednak w rękach niemieckich pozostawał pas wybrzeża szerokości około 100 kilometrów. Aby szturm na Berlin odbył się bez zakłóceń należało wyeliminować zagrożenie jakie stanowił ten pas terenu, na którym Rosjanie zgromadzili poważne siły 6.
Punktualnie o godzinie 6.00 rano pierwszego marca 1945 roku w rejonie miasta Recz (Reetz) rozpoczęła się nawała artyleryjska. Trwała godzinę i kwadrans. Było to na prawo7 od pozycji , które zajmował pułk Buchenau.
W ciągu dnia linie niemieckie zostały przełamane na szerokim froncie. Z powodu braku rezerw i możliwości szybkiego odwrotu w kotle znalazły się trzy niemieckie dywizje. Trzeciego marca w rejonie Drawska Pomorskiego zostały one otoczone przez przeważające siły wroga.8
Generał porucznik Krappe dowodzący tymi dywizjami stanął przed zadaniem wyprowadzenia swych oddziałów z okrążenia. Żołnierze w trzech oddzielnych kolumnach mieli przedzierać się w kierunku północnozachodnim przez tereny zajęte już przez wroga.9 Niedługo po tym rozkazie generał major von Schleinitz 10 wydał kapitanowi von Blankenburgowi polecenie natychmiastowego wyruszenia ze wszystkimi pojazdami i aktami sztabu dywizji na zachód przez Połczyn, Białogard. Kiedy kapitan zapytał gdzie się spotkają, generał milcząc wskazał na niebo. Jego ostatni rozkaz brzmiał: „Musisz się jakoś przebić !”

Według sprawozdania bojowego 4 pułku podchorążych, 4 marca o godzinie 5 rano sformowana w rejonie Drawska wielokilometrowa kolumna generała von Schleinitza wyruszyła na północ. Czoło kolumny sięgało Zarańska (Sarranzig). Szpicę tworzył wzmocniony 8 działami szturmowymi pułk grenadierów pod dowództwem majora von Eichela. W środku maszerował pułk podchorążych.
Za nim inne jednostki odpowiedzialne za osłonę tyłów kolumny oraz liczne grupy uchodźców i pieszych cywili.
Po przebyciu około 15 kilometrów czoło kolumny znalazło się pod ciężkim ogniem wroga. Pomimo kilkukrotnych ataków dalszy marsz w kierunku północnym stał się niemożliwy. Została zerwana łączność z dowództwem dywizji. Aby uniknąć nieustannych ataków nieprzyjacielskiego lotnictwa i czołgów grupa maszerująca pod dowództwem majora Buchenau skierowała się na zachód i wkroczyła w obszar lasów w rejonie wsi Pęczerzyno (Panzerin).
Za nimi podążyli wycofujący się grenadierzy majora von Eichela. Las do którego wycofały się odziały niemieckie miał ok. 4-5 kilometrów kwadratowych.

Dalszy przebieg wydarzeń został szczegółowo opisany w sprawozdaniu z działań bojowych 4 pułk pchor.:

„(…) Lewa kolumna marszowa częściowo rozbita i rozproszona. Do 8 dział szturmowych mjr von Eichela praktycznie bez paliwa, pozostało 24 sztuki amunicji. Morale żołnierzy bardzo niskie.
Major von Eichel i wszystkie jego jednostki podporządkowane 4 pułkowi podchorążych.”

5.3.1945 r.

„Włamanie nieprzyjaciela w sile około 200-300 ludzi w lesie na zachód od Pęczerzyna (Panzerin) zostało zatrzymane przez pułk. Teren został oczyszczony. W lesie napotkano Art.Rgt.5 11 pod własnym dowództwem 12. Pułk zniszczył już swoje działa i zastrzelił dużą liczbę koni. Napotkano też części Jager-Rgts.56 13 pod swoim dowódcą. Obaj podporządkowali się Fhr.Rgt.4. Utworzono grupę bojową Buchenau.
Wszystkie wymienione jednostki oraz inne rozproszone oddziały wraz ze swymi taborami zgrupowały się w lesie na zachód od Pęczerzyna. Celem było przedarcie się przez drogę Łobez-Świdwin. Są ofiary ponieważ las jest ciągle ostrzeliwany ogniem z moździerzy. Nie spełnia się zdanie dowódcy: „Ten las zostanie masowym grobem 4 pułku podchorążych”.
Pułk w brawurowym ataku przedziera się przez blokadę nieprzyjaciela i otwiera drogę wszystkim kolejnym jednostkom będącym w lesie. Zostają zabrani wszyscy ranni. Rega zostaje sforsowana po moście kolejowym koło wsi Worowo (Wurow). Tutaj pod ogniem wrogich czołgów zostają zdemontowane pojazdy 14 i ponownie zmontowane po drugiej stronie rzeki i ponownie załadowano rannych.
Wszystkie jednostki i cywile zostały przeprawione na zachodni brzeg Regi. Próba zatrzymania przeprawy przez wroga zostaje udaremniona silnym kontratakiem.”


Reinhold Bickel relacjonuje w swoich wspomnieniach ucieczkę z lasu Pancerin:

„W ciągu dnia kuchnia polowa, która znajduje się w środku lasu wydaje normalne posiłki - co jest zaskoczeniem. Bez różnicy, czy są to żołnierze czy cywile. Potem czekamy na noc, aż wyrwiemy się z lasu i ruszymy dalej. Należy unikać wszelkiego hałasu. Potem ruszamy, zaprzęgi konne, cywile, żołnierze wszyscy wymieszani razem. Nasza grupa nie szła na przedzie. Gdy wychodzimy na otwarte pole, nagle z lewej strony odzywa się karabin maszynowy, ktoś przede mną krzyknął, ktoś inny zawołał:

– Cisza! Zamknąć się!

Następna seria i pocisk przeszywa moje prawe podudzie, nie boli, ale się przewracam, inni też. W bucie jakoś inaczej, ale udaje się wstać, więc kość nienaruszona. Pozostali zauważają , że kolumna została rozerwana, ktoś wraca i mi pomaga. Rozcina cholewę buta i owija bandaż wokół łydki tamując w ten sposób krwawienie.
Załatwia mi nawet miejsce w jednej z furmanek, które teraz znów przejeżdżają obok.(…) Gdy się rozjaśnia furmanki się zatrzymują, ale poruszający się pieszo podążają dalej, ja też.
Po jakimś czasie jednak i my się zatrzymujemy. Z przodu nieprzyjacielskie czołgi blokują dalszą drogę, żołnierze głośnymi okrzykami wzywają pancerfausty. W końcu rozlegają się eksplozje i okrzyki radości. Ruszamy dalej.
Podczas następnego postoju widzę lekarza wojskowego, siedzącego na nasypie drogowym i opatrującego rannych. Podchodzę i pokazuję swoją ranę. Ogląda i mówi, że miałem dużo szczęścia, bo kula ominęła kość. Wystawia mi też zaświadczenie o odniesionej ranie i przyczepia je do mojego munduru. Dalsza droga nie jest łatwa, ale i tak idzie lepiej niż się spodziewałem. Wszyscy mnie wyprzedzają, nie przejmuję się tym i idę dalej.”

Pod datą 6 marca 1945 roku w raporcie bojowym 4 ppchr. zanotowano:

„ W ciągu dnia pojazdy kołowe zostają ukryte we lesie na zachód od Worowa. Oddziały czołowe w lasach na wschód od jeziora Klępicko (Gleietzigsee)”.
Rozpoznaniem ustalono, że droga bezpośrednio na zachód została zablokowana przez oddziały wroga. Jednocześnie okazało się, że rejon nadmorski w okolicach miejscowości Niechorze - Rewal jest jeszcze wolny od wroga. Grupa bojowa Buchenau rozpoczęła 50 kilometrowy forsowny marsz. Wraz z pułkiem podąża ponad 2000 uchodźców, kolumna pojazdów rozciąga się na odległość około 1 kilometra.


Na przedzie kolumny idą silne oddziały, które torują jej drogę. Tyły również są chronione. Wysyłane są ubezpieczenia boczne, aby nie dać się zaskoczyć wrogowi, który chce przeciąć drogę kolumnie. W drodze na północny zachód przekraczane są drogi z których korzysta nieprzyjaciel. Muszą być zabezpieczone na czas przejścia kolumny.
Wieczorem 7 marca kolumna 4 ppchr. dociera do majątku Orzeszkowo (Gut Neuhof) 12 kilometrów na północny wschód od Reska (Regenwalde). Tutaj, podczas dłuższej przerwy, dokonano oceny sytuacji na podstawie otrzymanych meldunków sytuacyjnych dowództwa Wehrmachtu z frontu.
Dalej marsz kontynuowano bez przerw i oglądania się na straty. Regę sforsowano po moście kolejowym w Bielikowie (Behlkow), bez walki. Ósmego marca grupa bojowa Buchenau dociera do Węgorzyna (Wangerin), oddalonego o 10 kilometrów od Trzebiatowa (Treptow). Tym samym znajduje się tuż przy zewnętrznej stronie tworzącego się kotła pod Rewalem.
Podczas gdy kolumny grupy bojowej Buchenau od 6 marca 1945 roku ostrożnie przemieszczały się w kierunku Rewala dalej na północ sytuacja wyglądała następująco:

3 marca 1945 roku ostrze pancernego klina Rosjan 15 znalazło się pod Kołobrzegiem (Kolberg). Następnego dnia podjęto próby przedostania się do miasta. W tym samym czasie w odległym o 27 kilometrów na zachód, Trzebiatowie mieszkańcy szykowali się do ucieczki, ale wszystko odbywało się chaotycznie (nie zlecone przez władze)16.
W sobotę jak zwykle odbywały się zajęcia szkolne, władze nadal nie traciły pewności siebie. Przed południem w niedzielę emerytowany radca policyjny Sperling, zwrócił się do burmistrza doktora Falka z prośbą o pilne zlecenie ewakuacji miasta ze względu na krytyczną sytuację.
Niestety jego prośby nie zostały wzięte pod uwagę. Prace przygotowawcze do ewakuacji jednak trwały, dotyczyły również szpitala. Wczesnym rankiem pociąg szpitalny wyruszył w stronę Gryfic (Greifenberg). Około godziny jedenastej jednak powrócił, ponieważ droga została całkowicie zablokowana przez wroga.
O godzinie 14 przed dworcem kolejowym pojawił się sowiecki czołg 17 i otworzył ogień do pociągu szpitalnego. Wszystkie drogi wyjazdowe zostały zablokowane przez wroga lub uchodźców.

Burmistrz dr Falk, popełnił samobójstwo, podobnie postąpił, główny lekarz szpitala powiatowego dr Bolle wraz z rodziną. Jeszcze przed zajęciem Trzebiatowa Rosjanie wysłali kilka czołgów w kierunku Kołobrzegu celem nawiązania kontaktu z siłami głównymi18. Po zajęciu Trzebiatowa i dotarciu do morza Rosjanie rozgościli się w mieście zajmując wygodne kwatery.
Ich działanie ograniczało się tylko do działań zwiadowczych. Zadanie, które przed nimi postawiono zostało wykonane, Pomorze zostało rozcięte.
Na zachodzie początkowo nie planowano bezpośredniego ataku na Szczecin leżącego na zachód od Odry. Jednak działania prowadzone przez Sowietów na Pomorzu Zachodnim wymagały osłonięcia się od zachodu wzdłuż ujścia Odry i Zalewu Szczecińskiego. Aby to osiągnąć wyprowadzono atak na północny zachód w stronę Kamienia Pomorskiego (Cammin). Zajęcie tego miasta pokazuje tempo podejmowanych działań.

„Piątego marca Superintendent19 powiatu Kamień Pomorski (Cammin) odprawił nabożeństwo konfirmacyjne w dwóch pobliskich wsiach. Po południu o 16.00 odprawił błogosławieństwo w samym mieście. Wkrótce po tym parowiec przywiózł pasażerów do portu w Kamieniu i wrócił do Dziwnowa. W niedzielę odwiedzili wyspę Gristow (Wyspa Chrząszczewska). Z pozoru wszystko wyglądało normalnie. Jednak niepostrzeżenie wszędzie pojawiał się strach i niepokój.

W poniedziałek 6 marca od godziny 9.35 wszystkie stanowiska dowodzenia były w stanie najwyższej gotowości, a wszystkie wysunięte posterunki obsadzone.

- godzina 12.00 - daleko przed miastem zauważono rosyjskie czołgi obsadzone piechotą.
- godzina 13.16 - przed posterunkiem Rzewnowo (Revenow) (oddalony 5 km od miasta) w oddali widać eksplozje.
- godzina 14.38 - 10 czołgów zbliża się do miasta.
- godzina 14.50 - czołgi pojawiły się na cmentarzu (wschodnie obrzeża miasta), ale pozostawały poza zasięgiem dział rozmieszczonych na tamtejszym posterunku. Natychmiast rozpoczęto ogień zaporowy z dział obu niemieckich promów artyleryjskich usytuowanych na Zalewie Kamieńskim.
- godzina 15.20 - rosyjska grupa szturmowa rusza z cmentarza w kierunku miasta. Kiedy po około godzinie dociera do wewnętrznego pierścienia obrony miasta, placówka na cmentarzu musi zostać opuszczona.
Od strony Jarszewa (Jassow), na przejeździe kolejowym również pojawiają się czołgi. Wkrótce obok Domu Zdrojowego płonie pierwszy czołg. Dwa następne koło Zakładów Wodociągowych. Nasz posterunek w pobliżu ogródków działkowych został rozjechany przez czołgi. Inna grupa na południu zmuszona do wycofania się na Wyspę Chrząszczewską” 20

W mieście wybuchają pierwsze pożary. Rozpoczynają się gorączkowe przygotowania do ewakuacji pozostałej ludności drogą wodną. Po zapadnięciu zmroku rozpoczyna się ewakuacja i trwa do wschodu księżyca, czyli do godziny 4.00 rano. Około godziny 22.00 Rosjanie wzmogli starania aby wedrzeć się do miasta, ale nie poczynili żadnych postępów .
Do godziny 2.00 w nocy trwał załadunek na ostatni statek ewakuacyjny. Zanim opuścił port zniszczono jeszcze kilka wrogich czołgów. Tymczasem miasto płonęło w wielu miejscach. Połączenia telefoniczne i radiowe zostały zerwane, amunicja była na wyczerpaniu. O godzinie 3.40 ostatni ranni zostali zaokrętowani. Ubezpieczenia pozostały tylko w miejscach najsilniejszych walk. Większość sił została skoncentrowana w rejonie portu.

O godzinie 3.55 nastąpiło szybkie wycofanie ubezpieczeń bojowych, a żołnierze bez strat i nacisku ze strony wroga zostali zaokrętowani. Wróg nie zorientował się w przeprowadzonej akcji. O godzinie 4.00 rano, zgodnie z rozkazem transportowiec artyleryjski wypłynął z portu. Teraz płonęło już prawie całe miasto. Nieprzyjaciel ostrzeliwał przez następne godziny opuszczone dzielnice ze wszystkich rodzajów broni.
Ranni i cywile schodzili na brzeg w Międzywodziu (Heidebring), żołnierze zostali wyokrętowani w Buniewicach ( Bünnewitz) na Wyspie Chrząszczewskiej. Po osiągnięciu Kołobrzegu, Trzebiatowa, Kamienia Pomorskiego, Rosjanie zrezygnowali z dalszego zajmowania wybrzeża Bałtyku między Dziwnowem a Mrzeżynem, mimo, że nie spodziewano się tutaj większego oporu.
6 marca założyli bazę w Gostyniu (Gross Justin), ale ograniczyli się tylko do wysyłania patroli i zwiadów. Pozostały czas poświęcali na plądrowanie. Do letniskowej osady Pobierowo docierali sporadycznie pod pozorem poszukiwania paszy dla koni. Nie zwracali w ogóle uwagi na niekończący się strumień uchodźców ciągnących na zachód wzdłuż plaży.

Grupa Korpuśna von Tettau 21.

W tym samym czasie w którym Grupa Bojowa Buchenau ześrodkowywała się w rejonie lasu koło wsi Pęczerzyno i w okolicy Niechorza przebijała się w stronę morza, dużo większa Grupa Korpuśna von Tettau w rejonie Czaplinka i Szczecinka także zdołała ujść całkowitemu okrążeniu przez wroga. Grupa ta składała się z kilku dywizji oraz około 15 000 uchodźców. Wraz z grupą bojową generała majora Munzela przebijała się, tworząc tzw. wędrujący kocioł, aż do Gryfic.
Dalszy postęp uniemożliwiły radzieckie oddziały czołgów. Generał porucznik von Tettau postanowił zebrać rozproszone jednostki wojskowe i kolumny uciekinierów w lesie koło wsi Wicimice (Mitzwit), aby stworzyć dogodne warunki do dalszej ucieczki. Na kwaterę dla swojego sztabu wybrał majątek Rotnowo na wschód od Gryfic.
Tutaj znów pojawił się kapitan von Blankenburg, ten któremu generał major von Schleinitz rozkazał 3 marca natychmiastowe wyruszenie wszystkimi pojazdami dowództwa dywizji i przedostanie się na zachód. Zadania tego nie udało mu się wypełnić i wraz ze swymi ludźmi dołączył do Grupy von Tettau.

Zamierzał teraz wykorzystać nadarzającą się okazję, aby po raz ostatni rzucić okiem na swą posiadłość w Rotnowie. Tak to opisał w swoich wspomnieniach:

„Głównie na piechotę, choć nieraz podwiózł nas jakiś pojazd, przez Iglice, Wicimice (Geiglitz, Witzmitz) 7 marca około godziny 20.00 dotarliśmy do mojego majątku Rotnowo. Towarzyszył mi oddział w sile kompanii składający się głównie z pisarzy, plutonu łączności i innych. W naszej sieni siedział generał von Tettau, któremu przedstawiłem się jako gospodarz domu. Wywołało to spore zdziwienie.
Gdy usiadłem do stołu, na jego zaproszenie wyczułem, że panuje tu nerwowość i zamieszanie. Rozpatrywano właśnie możliwość forsowania rzeki Regi brodem między Skalinem (Schellin), a Dziadowem (Dadow). Zameldowałem, że istnieje most w Bożęcinie zbudowany przez saperów w 1936 roku na wniosek starosty powiatowego. Nie widniał na żadnych mapach, ale był to solidny drewniany most.

Po mojej informacji generał odetchnął z ulgą. Niespodziewanie otwarła się możliwość bezpiecznego przekroczenia rzeki. Jak tylko okazało się, że most rzeczywiście jest przejezdny, generał von Tettau udał się do Niechorza (Horst) aby zapanować nad chaosem pośród napływających wojsk i kolumn uchodźców.
Następnego ranka, gdy się obudziłem po ostatniej nocy spędzonej w rodzinnym domu, po sztabie generała von Tettau nie było śladu. Zebrałem swoją kompanię i pomaszerowaliśmy na skróty do bożęńcińskiego mostu. Po przybyciu zastaliśmy tam wielki, ale zdyscyplinowany tłum‟.


Po tym jak kolumny ruszyły z lasów koło Wicimic, wieść o moście w Bożęcinie rozeszła się lotem błyskawicy. Ta przeprawa przyciągała wszystkich jak magnes i inspirowała do dalszego marszu, który początkowo wydawał się bezcelowym. Po obu stronach mostu ustawiono po jednym batalionie jako ubezpieczenie. Jednym z nich był batalion pod dowództwem kapitana Axela Brunsa.
Niedostrzeżone przez rosyjskich okupantów Trzebiatowa kolumny wojska i uchodźców przechodziły przez most koło Belkowa w kierunku nowego przyczółka nad Bałtykiem. W rejonie Niechorza został utworzony rejon koncentracji oddziałów z grup korpuśnych von Tettau, Munzel i von Krappe. Dołączały do nich grupy różnej wielkości i sile bojowej z dywizji „Pommern”, „Charlemagne” (francuskiej), „Bärwalde”, 15. SS (łotewskiej), 402 i 163 oraz sztaby, lazarety i inne oddziały, a przede wszystkim uciekinierzy, uciekinierzy, uciekinierzy…22

W kotle rozpoczęła się gorączkowa rejestracja wszystkich przybywających jednostek i grup, ocena ich zdolności bojowej, integracja z istniejącą strukturą dowodzenia, przydział odpowiednich miejsc zakwaterowania, przejęcie broni i amunicji, zbiórka broni palnej i opieka na rannymi.
Ósmego marca w Pobierowie uaktywnili się Rosjanie. Główna ulica miasta została obsadzona przez oddział karabinów maszynowych, a linia frontu została rozszerzona aż do morza. Po raz pierwszy droga do Dziwnowa została zablokowana, choć nie było widać bezpośredniego związku blokady wybrzeża, a tworzeniem się niemieckiego punktu zbornego pod Niechorzem (Horst).23
Generał von Tettau od początku liczył, że marynarka zdoła ewakuować uchodźców drogą morską. Zabranie tysięcy cywilów ułatwiłoby znacznie wydostanie się z kotła walczącym jednostkom bojowym. Aby można to było zrealizować ten plan należało działać. Wczesnym popołudniem od strony morza do Niechorza przyleciał samolot typu Fieseler Storch24. Wysiedli z niego dwaj oficerowie Sztabu Generalnego i udali się prosto do hotelu w którym kwaterował generał von Tettau.
Wyjaśnili mu, że z powodu płycizn zbliżenie się okrętów do brzegu nie jest możliwe. Dlatego ewakuacja cywilów tą drogą jest niewykonalna. Dodatkowo większość dostępnej floty jest zaangażowania w ewakuację Kołobrzegu, natomiast marynarka wyśle jako wsparcie Grupę Bojową nr 2. W jej skład wchodzą : ciężki krążownik „Admiral Scheer” niszczyciele „Paul Jacobi”, Z 31 i Z 38 oraz torpedowiec T 33. Zadaniem Grupy będzie wsparcie artyleryjskie od strony morza, zapewnione też zostanie uderzenie odciążające, wykonane z przyczółka pod Dziwnowem.

Ciężki krążownik „Admiral Scheer” dysponował trzema25 wieżami artyleryjskimi po trzy działa o kalibrze 28 cm i dużym zapasem amunicji. Do tego dochodziła artyleria z niszczycieli i torpedowca. Podsumowując Grupa Bojowa nr 2 dysponowała dużą siłą ognia.:

„Od czasu odprawy z wysłannikami Sztabu Armii generał von Tettau zrozumiał, że jedynym sposobem jakim jego żołnierze i cywile mogli się przedostać było ryzykowne przebicie się do przyczółka pod Dziwnowem. Pozostawało tylko pytanie : natychmiastowy atak kosztem maruderów, czy czekanie kosztem tego, że przełamanie będzie utrudnione.
Generał dywizji Munzel 26, ówczesny zastępca von Tettau, od początku był zwolennikiem tej drugiej opcji.
Niestrudzenie odwiedzał i wydawał bezpośrednie rozkazy jednostkom bojowym, aby najwartościowsze z nich zostały ześrodkowane w odpowiednich miejscach jako szpica przełamania, albo szybkie straże tylnie. W ten sposób powstawały linie ubezpieczające kocioł od wschodu i południa.
Wbrew oczekiwaniom, do końca 9 marca nic się nie działo ze strony Rosjan. Dopiero wczesnym rankiem 10 marca rozpoczęły się ciężkie ataki w kilku miejscach naraz” 27.


Problem polegał na tym, aby nie zostać zbyt szybko zmuszonym do wycofana południowych linii ubezpieczeń. Miało to ogromne znaczenie dla formowania się kolumn uchodźców rozrzuconych wzdłuż całej plaży. Na zachodzie jednak znaczne siły rosyjskie zaczęły spychać niemieckie ubezpieczenia broniące się na przedpolu Dreżewa (Dresow) i w okolicy Pustkowa (Pustchow) w stronę Bałtyku.
Wojska niemieckie otrzymały rozkaz wycofania się w rejon Trzęsacza (Hoff). Oznaczało to, że pierwotny plan przebijania się bardziej w głębi lądu – przez Gostyń – i umożliwienia kolumnom cywilów swobodnego przemieszczania się wzdłuż brzegu do Dziwnowa musiał zostać zarzucony. Również kontratak wykonany w ciągu dnia w kierunku Dreżewa okazał się nieskuteczny. Stanęli więc przed faktem, że jedyną możliwością przebicia się było przeprowadzenie ataku nocą.
Nowy plan wyjścia z okrążenia przewidywał, że niemieckie natarcie będzie prowadzone nocą wzdłuż wybrzeża. Rosjanie zostaną trzymani w ryzach za pomocą ciężkiej artylerii okrętowej. Tłumy uchodźców musiały podążać wzdłuż plaży.

Wyjście z okrążenia.

Pułk Buchenau o zmierzchu 10 marca zajął pozycje wyjściowe, aby w każdej chwili móc rozpocząć atak. Podchorążowie przesunęli się do przodu z cegielni w Trzęsaczu do zagłębienia terenu przy drodze do Pustkowia. Nieprzyjaciel nie mógł ich zauważyć, ale przezornie ostrzeliwał teren ogniem moździerzowym, co doprowadziło to do pierwszych strat. Ciężki krążownik „Admiral Scheer” rankiem 10 marca znajdował się wciąż w pobliżu Świnoujścia. Po otrzymaniu rozkazu wypłynięcia okręt opuścił swoje cumowisko o godzinie 12.30 i o 14.30 znalazł się na pozycji bojowej a o 16.30 oddał pierwszy strzał.
W dniu rozpoczęcia działań bojowych pułk dowodzony przez majora Buchenau liczył 58 oficerów i 656 podchorążych. Pułkowi został podporządkowany 144 pułk dywizji „Holstein”, jednostka obrony powietrznej i oddział artylerii, które jednak nie wzięły udziału w szturmie.
Pozostały, z resztką swych dział, jako rezerwa, podobnie jak jedna kompania z dywizji „Holstein”.

Atak rozpoczął się o godzinie 19.30, po przygotowaniu artyleryjskim składającym się z około 5 salw28. Podchorążych wspierał w ataku pułk, który do tej pory zabezpieczał Trzęsacz od zachodu, oraz jedna kompania z innego pułku. Po przełamaniu pierwszych przeszkód atak stracił impet.
W zaciekłych nocnych walkach wręcz o godzinie 22.30 udało się zająć Pustkowo i pobliski las. Dalszy postęp stał się niemożliwy, opór wroga był tak silny, że należało zaczekać na posiłki.

Według „Sprawozdania z działań bojowych 4 pułku podchorążych” sytuacja w nocy wyglądała następująco:

„Słaby punkt obrony przeciwnika znajdował się na prawym skrzydle pułku i bezpośrednio stykał się z morzem. Aby wykorzystać ten fakt konieczne stało się podciągnięcie rezerw. Jeden z niemieckich oddziałów który tu atakował, posunął się tak daleko, że bez środków łączności nie dało się już do nich dotrzeć. Jednostki radzieckie nie trzymały się blisko wybrzeża, bo na południu, mogły liczyć na wsparcie swojego zaplecza, natomiast Bałtyk ograniczał pole manewru”.

Atakującym Niemcom stwarzało to dogodną sytuację do wykonania manewru obejścia i wzięcie wroga w kleszcze. W „Sprawozdaniu…” dalej czytamy :

„Przemieszczanie się jednostek wsparcia było bardzo utrudnione, ponieważ maruderzy, żołnierze Volkssturmu i cywile masowo podążali tuż za atakującymi blokując drogi jednostkom bojowym. (…) W międzyczasie zaistniała konieczność oczyszczenia Pustkowa i zalesionej okolicy w kierunku wybrzeża. Dlatego dalsze natarcie wznowiono dopiero o godzinie 5.30. Zrezygnowano z przerwy na uporządkowanie i regenerację własnych sił ponieważ tylko zdecydowanym parciem naprzód można było zaskoczyć przeciwnika i nie dopuścić do jego umacniania. Chciano zdecydowanym atakiem zdobyć pozycje wrogiej artylerii.(…)
Przeciwnik nie będąc w stanie wytrzymać kleszczowego ataku z północy i południa wycofał się z Pobierowa pozostawiając na stanowiskach prawie całą broń.(…) Zacięty opór wroga w majątku Pobierowo został pokonany przez atak oskrzydlający, a sam folwark został zdobyty.
Przejęto również baterię armat 12,2 cm29 która znajdowała się na południowym zachodzie i próbowała ogniem bezpośrednim powstrzymać atak.
Jedno z dział natychmiast odwrócono i rozpoczęto ostrzał uciekających Rosjan. Podczas, gdy walki o folwark Pobierowo jeszcze trwały pułk wysłał drugą grupę do Łukęcina.(…) Spowodowało to czołowe związanie przeciwnika, a obejście od południa pozwoliło grupie szturmowej na wdarcie się do wioski i zajęcie górujących nad nią wzgórz.”

Tylko wysoka manewrowość prowadzonego boju doprowadziła do sukcesu. Obnażyła również materialną i liczebną słabość niemieckich jednostek. Południowa flanka wywalczonego „korytarza” wydłużyła się do 12 kilometrów i broniące jej oddziały dywizji „Holstein” nie były wstanie samodzielnie jej bronić.
Tym bardziej, że w każdej chwili należało się spodziewać ataków wroga na tak rozciągniętą i słabą linię obrony. Dlatego w ciągłej dyspozycji pozostawała artyleria okrętowa. 28 centymetrowe działa ciężkiego krążownika „Admiral Scheer” bardzo dobrze nadawały się do zwalczania przeciwnika na dalszych odległościach i rażenia jego rejonów koncentracji. Do ataków na bliższe odległości odpowiednie były działa mniejszych kalibrów krążownika i artyleria niszczycieli.
Atak i wybicie 12 kilometrowego korytarza obarczone było wielkim ryzykiem. Każdy, a zwłaszcza uchodźcy, zdawali sobie sprawę z tego, że czas którym dysponowali należało wykorzystać do maksimum. Wszyscy byli w stanie gorączkowego napięcia i niepewności. Zewsząd było słychać odgłosy artylerii i terkotanie karabinów maszynowych.
Reinhold Bickel w swoich wspomnieniach barwnie opisał wydarzenia tamtych dni. Po tym, jak został ranny w nogę podczas wyłamania z lasu pod Pęczerzynem, różnymi drogami przedzierał się do Kotła pod Rewalem- Niechorzem. Podróżował z oddziałami bojowymi i samotnie, był podwożony i szedł na piechotę. Opisuje kolumny uciekinierów, które go wyprzedzały i których nieustannie przybywało, chaos we wsiach, które zajęli już Rosjanie: poprzewracane meble, potłuczone naczynia, ekskrementy, porozcinana pościel… I tylko strzałki kierunkowe z napisem „BUCHENAU” wydawały mu się „ drogowskazami porządku i wybawienia”.

Tak opisuje swoje przeżycia w kotle :

„W jakimś domu znalazłem miotłę, udało mi się pozyskać z niej kij i od tego momentu szło mi się zdecydowanie lepiej. Z następnej nocy niewiele pamiętam, ale rankiem z pomocą kija od miotły mogłem wyruszyć w dalszą drogę, byle do przodu… a później zdarzyło się coś, czego nie zapomnę do końca życia: nagle zapachniało inaczej, obco, osobliwie, przyjemnie.
Jednocześnie pobudzony i otumaniony powlokłem się do przodu i zobaczyłem: przed sobą ścianę światła. Trochę potrwało zanim zrozumiałem czym było to nowe doznanie dla moich oczu i nosa, przede mną było morze, które zobaczyłem pierwszy raz w życiu. Reszta była łatwa, na brzegu stały domy nieuszkodzone - duże i małe. Jeden z tych dużych miał na dachu namalowany czerwony krzyż. Nie zastanawiając się wszedłem do środka, byłem uratowany, czy aby na pewno ?
Podwórko było pełne pojazdów, ludzi w mundurach, pielęgniarek, mężczyzn w białych kitlach. Przydzielono mi miejsce na samej górze budynku. Był to jeden z pokojów na poddaszu. Aby tam dotrzeć musiałem prosić o pomoc. Nie było dla mnie ważne i na początku nie zwróciłem na to uwagi, ale nie było tam łóżek.
Wszyscy leżeli na podłodze w ciasnych długich szeregach. Czasami ktoś przyniósł herbatę lub zupę. Od czasu do czasu ktoś krzyczał, ktoś inny długo wzywał swoją matkę. Tych co ucichli wynoszono, nigdy żywych!

Wtedy zrozumiałem, zwlokłem się po schodach i znalazłem się w pomieszczeniu, które kiedyś chyba było salą gimnastyczną. Teraz było pełne ludzi. Na środku, na dwóch stołach bez przerwy operowano. Spod jednego z białych zakrwawionych kitli wystawał kołnierz munduru SS. Obca mowa, szybka praca, ale (rannych nie ubywało) sala nie pustoszała. Był to, jak mi powiedziano, personel z łotewskiej dywizji SS30. Pracowali do samego końca.
Wieczorem miejscowość ewakuowano. Liczba pojazdów na podwórzu zdecydowanie zmalała. Nie było prawie żadnych pojazdów mechanicznych. Przybywało za to chłopskich furmanek z uciekinierami. Odpoczywali, dostawali jedzenie. Starsi mężczyźni, kobiety, dzieci, domowe graty, pierzyny, garnki, worki z obrokiem. Krowy przywiązane do wozów. Wielkie biadolenie, gdy przyszedł rozkaz pozbycia się, z każdego wozu, części ładunku i załadowanie w to miejsce rannych.
W ten sposób i ja znalazłem miejsce na jednym z wozów. Ale miałem pecha, bo podczas nocnej jazdy wóz wywrócił się i rozleciał. Znów stałem sam na drodze, ale miałem swój kij od miotły.

Kolejny poranek był okropny. Przed nami silny ogień. Strzały z dział przeciwpancernych przeplatały się z ostrymi uderzeniami czołgów, okrzyki hurra, błyski, eksplozje. A do tego dwa duże okręty strzelały w stronę brzegu, tak że ich pociski głucho dudniły nad nami. Na początku byłem ciężko przerażony i myślałem, że Rosjanie chcą nas wykończyć, ale pociski przelatywały wysoko nad nami i upadały w głębi lądu. Wtedy dopiero zdałem sobie sprawę, że to niemieckie okręty, które przybyły z pomocą.
I tak posuwaliśmy się dalej wzdłuż wybrzeża, często na przełaj, zawsze na zachód. I tak dotarliśmy do rosyjskiej pozycji ryglowej, która została przełamana przez nasze wojska. Odprzodkowane działa w szczerym polu, zniszczone lub przewrócone z własnymi ludźmi wkoło, wszędzie trupy. Rosjanie, kadeci ze szkoły wojskowej, między nimi cywile, konie, wozy, porzucone bagaże. I przez to wszystko przechodził nasz konwój.
W całkowitym bezładzie, każdy dla siebie. Raz po raz dało się słyszeć z linii ubezpieczeń okrzyk: „Dalej, dalej…” Wśród gruzów zobaczyłem wózek dziecięcy, ale dopiero jak byłem już daleko przyszło mi do głowy, że powinienem sprawdzić czy jest pusty. Później droga prowadziła dalej od wybrzeża poprzez miejscowość obsadzoną drzewami.

Mijane domy miały nazwy takie jak „Mewa” lub „Rybitwa”. Następnie musieliśmy iść samą plażą, między morzem a skarpą. Na tych niewielu metrach na zachód ciągnęły tysiące ludzi, a od strony morza niemieckie okręty oddawały ostatnie salwy. Pod wieczór znów przekroczyliśmy coś w rodzaju linii frontu. Na ulicy stało działo przeciwpancerne. Dotarliśmy do Dziwnowa.”


Rankiem 11 marca pokonano trzecią rosyjską pozycję ryglową pod Łukęcinem. Jednocześnie od strony przyczółka pod Dziwnowem nastąpił atak odciążający tworząc połączenie z kotłem. Kapitan Thielmann dowódca kompanii 4 pułku podchorążych tak to opisał w swych wspomnieniach:

„ Gdy wzeszło słońce, stanęliśmy przed niezapomnianym obrazem nędzy i całkowitego rozpadu. Za nami, blisko brzegu morza, częściowo osłonięty wysokim brzegiem toczył się niekończący się pochód nieuzbrojonych żołnierzy i cywilów z walizkami, plecakami i wózkami, niosących dzieci lub prowadzących je za rękę, przez ponury wczesnowiosenny poranek.
Widziałem młode kobiety z prowizorycznymi szynami, wciąż dzielnie opiekujące się swoimi dziećmi. Ogólnie rzecz biorąc obraz nędzy i rozpaczy otoczony poległymi żołnierzami o których nikt się nie troszczył.”
31

Z 4 pułku podchorążych tylko około 200 kadetów bez szwanku dotarło do Dziwnowa. Nie wszystkim było dane wydostać się z kotła. Kurt Weggen ówczesny podoficer 5 Jägerdivision 32 tak oto opisał w swych notatkach:

„Kiedy rankiem 11 marca przybyliśmy do Niechorza (Horst) nie bardzo wiedziałem co się dzieje wokół. Byłem skupiony na dwóch rannych mężczyznach leżących na moim wozie. Leżeli nieruchomo, nie jęczeli, nie wzdychali. Przed okazałym budynkiem zobaczyłem stojącego żołnierza w mundurze SS. Zapytałem gdzie się znajduje miejsce zbiórki rannych. Nie odezwał się, wskazał tylko schody przed którymi staliśmy.
Pośpiesznie wbiegłem po schodach i nagle znalazłem się przed otwartymi drzwiami prowadzącymi do dużej sali. Była wypełniona rannymi żołnierzami. Nie było widać żadnego lekarza, ani innego personelu medycznego. Nikogo kto mógłby poruszać się o własnych siłach. Postanowiłem działać, choć nie było to łatwe. Poszedłem do wozu i przyniosłem najpierw jednego, a potem drugiego.
Ostrożnie ułożyłem ich na podłodze kładąc każdemu koc pod głowę. Nie pamiętam czy się modliłem, ale miałem oczy pełne łez. Powoli zszedłem do moich koni, poklepałem je po szyjach i pogłaskałem.”

Ogólna sytuacja stawiała obrońcom tylnej linii bezpieczeństwa szczególne wymagania. W momencie wydania rozkazu do ataku (10 marca wieczorem) jeden wyczerpany walkami batalion z 15 łotewskiej Dywizji SS został rozmieszczony osiem do dziesięciu kilometrów od Trzęsacza (Hoff) broniąc kotła od wschodu. Gdzie indziej niektóre jednostki otrzymały nawet rozkaz kontratakowania. Wszyscy ci żołnierze zdawali sobie sprawę, że wąski korytarz do Dziwnowa (Dievenow) może w każdej chwili ulec przerwaniu.
Każdego, kto nie dotarł do korytarza na czas czekał żałosny los. To obciążenie psychiczne i fizyczne prowadziło do niebezpiecznych sytuacji, które zostawały pokonane resztkami sił. 10 marca rankiem obszar koncentracji sił wzdłuż wybrzeża sięgał od Trzesacza (Hoff) do Königsberg – najwyższego wzniesienia na wschód od Trzęsacza i wynosił około 12 kilometrów. Natomiast jego przeciętna szerokość w kierunku południowym wynosiła około 8 kilometrów.

11 marca linia ubezpieczeń wzdłuż wybrzeża została skrócona o połowę do 1,5 kilometra od Niechorza. Na południu linia biegła od Trzęsacza do Ninikowa przez Śliwin do Rewala. Ten dziwny trójkątny kształt przemieszczał się za wierzchołkami wzniesień, które górowały około 10 metrów nad obszarem na południu. Tuż przed wschodem słońca 12 marca jeden z pułków dywizji „Pommern” tworzących ariergardę wycofał się do korytarza. Batalion podchorążych pod dowództwem kapitana Axela Brunsa stanowił jego straż tylną.
Kiedy batalion „Burns” jako ostatnia jednostka straży tylnej dotarł do zalesionego obszaru na zachód od Wapna (Kalkberg) około 9.00 rano zarządzono krótki odpoczynek. Wtedy znów rozległ się alarm. Ziemia drżała pod gradem bomb spadających na Świnoujście33, a w rejonie Radawki i Wrzosowa Sowieci34 zaatakowali niedawno utworzone przedmoście.
Po raz kolejny podchorążowie zdołali odeprzeć zagrożenie. W końcu z nastaniem wieczora nadszedł spokój. Będący u kresu wytrzymałości, wygłodniali żołnierze upadali na ziemię gdzie stali. Była to łagodna wiosenna noc, pierwsza po długiej zimie. Pozwoliłem im na to, wystawiając tylko niezbędne warty35.

Tego wieczora wybrzeżem do Dziwnowa dotarli ostatni uciekinierzy. Otto Holznagel z Białogardu zanotował:

„Na plaży siedziała matka. Po obu stronach dzieci. Patrzyły na nas żałośnie. Podeszliśmy do nich pragnąc namówić matkę, aby poszła z nami. Ale matka nie żyła. Dzieci myślały, że tylko odpoczywa, musieliśmy oderwać je od niej siłą, żeby przynajmniej one przeżyły‟.

Arno Hedtke – Aurich
Tłumaczenie i przypisy: woj45.




Przypisy:

1 5. Jägerdivision - weszła do walki około 10.02.45 r. w rejonie Żabna, Borujska i Wierzchowa (autor pomylił ją z 163.ID. 5. Jägerdivision była pierwsza, ale z Norwegii, przybyła 163 – luzowanie 17-19.02).
2 Fritz (Adam Otto) Buchenau (ur. 04 czerwca 1914 – zm. 8 lutego 1991 r.) 28.03.1945 r. został odznaczony Krzyżem Rycerskim za dowodzenie swym pułkiem podczas wychodzenia z okrążenia grupy korpuśnej „von Tettau” w okolicy Trzebiatowa. Karierę wojskową zakończył w 1972 roku jako generał brygady w Bundeswehrze.
3 Wcześniejsze losy 4 ppchor zostały opisane przez autora w artykule zamieszczonym w czasopiśmie „Oblicza historii” 3/2004.
4 MP 44 - niemiecki karabinek automatyczny na nabój pośredni.
5 Prawdopodobnie byli to żołnierze należący do 364 DS(7 KS), która wtedy zajmowała pozycje bezpośrednio przed pułkiem podchorążych.
6 W tym rejonie głównymi siłami były 3. Armia Uderzeniowa, 1. Armia Pancerna Gwardii oraz 1. Armia WP.
7 Podchorążowie majora Buchenau zajmowali pozycje obronne w rejonie Adamówki (Neu Hassendorf), Żółwina (Hassendorf), Prostyni. Główne uderzenie sił radzieckich skierowane na północ wyszło z rejonu Recza (osią natarcia była obecna droga nr 151) w kierunku na Ińsko, Chociwel i trafiło w pozycje obronne 5. Jägerdivision.
8 L242.
9 L243
10 Siegmund von Schleinitz (ur. 23 lipca 1890 w Berlinie, zm. 30 listopada 1968 w Kilonii) – niemiecki generał wzięty do niewoli 16 marca 1945 roku przez żołnierzy z 1 Armii Wojska Polskiego.
11 Pułk należał do 5. Jägerdivision.
12 Pułkownika Lepperdingera (A.H)
13 Pułk należał do do 5. Jägerdivision.
14 Prawdopodobnie chodzi o wozy konne, które nie były w stanie pokonać mostu po podkładach kolejowych.
15 Była to 45. BPancGw pod komendą pułkownika Nikołaja Morgunowa.
16 L219.
17 Pochodził z 40 BPancGw.
18 Pod Kołobrzegiem była wówczas 45 BPancGw.
19 Odpowiednik biskupa w kościele katolickim.
20 L232.
21 Hans Bernhard Karl Otto von Tettau (ur. 30 listopada 1888 roku w Budziszynie, zm. 30 stycznia 1956 roku w Mönchengladbach) – generał piechoty Wehrmachtu.
22 L259-26.
23 L263.
24 Lekki samolot łącznikowo – rozpoznawczy.
25 Admiral Scheer posiadał tylko 2 pancerne wieże artyleryjskie z trzema armatami kalibru 28 cm.
26 Oskar Munzel (ur. 13 marca 1899 w Grimmen, zm. 1 stycznia 1992 w Bad Godesberg) – niemiecki generał Wehrmachtu i Bundeswehry.
27 L267.
28 L270.
29 Prawdopodobnie radziecka 122 mm armata wz. 1931/37 (A-19).
30 Chodzi o 15. Dywizję Grenadierów SS (1. łotewską).
31 Murawski „Podbój Pomorza” s. 245 (polskie wydanie pracy E. Murawskiego nosi tytuł” Bój o Pomorze. Ostatnie walki obronne na wschodzie” wyd .Napoleon V).
32 5. Jäger-Division.
33 Nalot ponad 650 amerykańskich bombowców na przepełnione uchodźcami miasto Świnoujście. ( A. H.).
34 W ataku także brali udział Polacy z 2.DP i 13.partpanc. zob. : https://www.dws-xip.com/LWP/lwp34.html
35 L274.



powrót do strony głównej


© copyright 2010, "woj45"
Design by Scypion